REKLAMA

Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Śląskiem

Mikołaj Ciura, źródło: Legionisci.com

Legia Warszawa zremisowała trzecie spotkanie z rzędu. Tym razem legioniści, po niezwykle nudnym widowisku, podzielili się punktami z wrocławskim Śląskiem. Poniżej oceny, jakie przyznaliśmy zawodnikom Legii za ten mecz.



Juergen Elitim - O występie Kolumbijczyka można mówić w samych superlatywach, a właściwie nazwać go praktycznie bezbłędnym. Od początku do końca był aktywny, wygrywał większość pojedynków w środku pola i zbierał drugie oraz bezpańskie piłki. Grał jak pirania, cały czas doskakiwał do przeciwników, nie pozwalał im na zbyt wiele swobody. Na boisku był praktycznie wszędzie, co pokazuje liczba przebiegniętych kilometrów. Znacząco pomagał w każdym aspekcie. Walczył o każdą piłkę do samego końca, tak jak w 48. minucie, gdy był nieustępliwy w polu karnym, wywalczył futbolówkę i w gąszczu obrońców zgrał ją prosto pod nogi Marca Guala, co powinno skończyć się asystą. Szkoda, że świetnej formy pomocnika nie potrafią wykorzystać jego koledzy z drużyny, również, że poprzez defensywne ustawienie jego potencjał ofensywny nie jest wykorzystany tak, jak mógłby być.

Rafał Augustyniak - Był szefem stabilnej w tym meczu defensywy. Najczęściej przypisany był do pilnowania Patryka Klimali, którego schował głęboko do kieszeni, ale w pojedynkach z Erikiem Exposito również radził sobie bez zarzutów. Z linii obrony był tym, który najczęściej wyjaśniał sytuacje i oddalał zagrożenie. Również dobrze interpretował zagrania rywali i odbierał im piłkę. Czasami podłączał się do ofensywy i próbował rajdów na przebój środkiem pola, jak w 14. minucie, gdy zdołał nawet uderzyć, ale jego strzał został zablokowany.

Dominik Hładun - Spokojny występ dla golkipera "Wojskowych", ale mimo braku częstej pracy, był skoncentrowany, wykazał się kilkoma ważnymi interwencjami i zanotował swoje pierwsze czyste konto w tym sezonie. W 75. minucie, mimo że był zasłonięty przez obrońców, świetnie wybronił mocny strzał Erika Exposito z lewej strony pola karnego. W doliczonym czasie gry sparował nad poprzeczkę zaskakujący strzał z dużej odległości Mateusza Żukowskiego. Był też pewny i uważny na przedpolu, co pokazał w 22. minucie, gdy odważnie wybił piłkę hiszpańskiemu napastnikowi spod nóg, mimo że ten był na spalonym. Oprócz wymienionych interwencji, nudził się na tyle, że w pewnym momencie by dotknąć piłkę, pobiegł wykonać wrzut z autu.

Josue - Portugalczyk był ustawiony w tym meczu nieco niżej niż zazwyczaj, częściej można było go zauważyć w środku niż przy polu karnym rywala. Starał się, ale zdecydowanie brakowało mu dokładności, co pokazują aż 32 straty w jego wykonaniu. Miejscami irytowała jego ciągła chęć do gry ekwilibrystycznymi podaniami, ale można to zrzucić na kulejącą w jego przypadku grę słabszą, prawą nogą. Nie można odmówić mu jednak chęci i starań, a kilka z jego zagrań robiło różnicę, gdyż zanotował najwięcej kluczowych podań z całej drużyny - cztery. Podobnie jak Elitimowi, jemu również jeden z napastników zabrał asystę, a dokładnie Maciej Rosołek, który nie potrafił wykorzystać jego fenomenalnego dośrodkowania prosto na głowę w doliczonym czasie gry. Mimo wszystko, od kapitana należy spodziewać się więcej w tak ważnych starciach.

Radovan Pankov - Przez całe spotkanie był dość pewny w swoich zadaniach. W pierwszej połowie nie miał zbyt wiele roboty, a w drugiej popełnił parę błędów, ale generalnie przyzwoicie radził sobie w pojedynkach z napastnikami, a w jego strefie znajdował się lider klasyfikacji strzelców, Erik Exposito. Starał się podłączać do ofensywy na prawej flance boiska, a w 64. minucie posłał świetne dośrodkowanie, bardzo podobne do asysty z meczu z Rakowem, ale nie wykorzystał go Maciej Rosołek.

Steve Kapuadi - W pierwszej połowie był najmniej pewnym z linii defensywnej Legii, ale w drugiej części, gdy pracy było nieco więcej, opanował emocje i nie popełniał większych błędów. Radził sobie w pojedynkach powietrznych, które najczęściej wygrywał. Często rozgrywał futbolówkę, próbował kilkukrotnie zagrać wysoką piłkę za linię obrońców, ale robił to zdecydowanie za lekko. W defensywie również dobrze asekurował Patryka Kuna. Opuścił murawę w 89. minucie.

Tomas Pekhart - W pierwszej połowie wyglądał na pogubionego, miał problemy z percepcją, często nie wiedział, co się dzieje na boisku bądź gdzie wyląduje piłka. Stał się nieco aktywniejszy i bardziej staranny w drugiej części, gdy kilka razy wyskoczył najwyżej w polu karnym i groźnie uderzył z główki. Zszedł z boiska z urazem w 54. minucie. Szkoda tej wymuszonej zmiany, bo mógł stać się ważnym zawodnikiem grającej głównie na dośrodkowania Legii i wykorzystać którąś z centr.

Marc Gual - W meczu ze Śląskiem widzieliśmy takiego Guala jak z rundy jesiennej, za którym nikt nie tęsknił. Niezwykle irytujący, samolubny, przy czym ogromnie nieskuteczny. Hiszpan próbował, ale nie udało mu się zanotować ani jednego celnego dryblingu, za to strat aż nadto. Miał kilka okazji do zdobycia bramki, które zmarnował, jak w 40. minucie, gdy niepilnowany na 8. metrze od bramki otrzymał piłkę zgraną głową przez Steve'a Kapuadiego, a uderzył ją wysoko w trybuny. W zasadzie dobrze zachował się tylko w 48. minucie, kiedy dostał wywalczone zagranie od Elitima, zdołał opanować futbolówkę i ładnie złożył się do uderzenia, ale trafił tylko w poprzeczkę. Poza nieustannym pressingiem nie wniósł do gry nic.

Bartosz Kapustka - To nie był dobry mecz w wykonaniu Polaka. Przede wszystkim, co jest najważniejsze na pozycji pomocnika, miał duże problemy z decyzyjnością. Kilka razy znajdował się w dogodnych sytuacjach do uderzenia bądź mógł zdecydowanie lepiej zagrać piłkę do partnerów, ale zbyt długo zwlekał, przez co podejmował wiele złych decyzji. Jedynym godnym do odnotowania zagraniem pomocnika było jego dośrodkowanie z 51. minuty na pole karne wprost na głowę Tomasa Pekharta, ale Czech nie wykorzystał tej okazji. Gdyby choć w połowie zbliżył się do dyspozycji jego współpartnera z linii pomocy, Legia mogłaby zdecydowanie bardziej na tym skorzystać. Miejmy nadzieję, że "Kapiemu" uda się ustabilizować formę w końcówce sezonu, bo niewątpliwie jest ważną postacią w drużynie. Zszedł z boiska w 75. minucie.

Paweł Wszołek - Kontynuacja słabych występów prawego wahadłowego. O ile w defensywie grał bez większych zarzutów i popełnianych błędów, choć takie również się zdarzały, momentami zbyt łatwo dawał się ogrywać i naprawiał to faulem, tak w ofensywie był bezproduktywny, mimo że wiele akcji przechodziło jego stroną. Zanotował tylko jedno celne dośrodkowanie z sześciu prób, po którym i tak legioniści nie zagrozili bramce rywala. Idealnym podsumowaniem jego występu było dośrodkowanie z 63. minuty, gdyż centrując, nabił się w czoło. Naprawdę przykro patrzy się na obecną formę Wszołka i podobnie jak w przypadku Kapustki, pozostaje liczyć na rychłą odbudowę.

Patryk Kun - Bezproduktywny, nie podejmujący ryzyka, jeździec bez głowy oraz pomysłu... i tak praktycznie co kolejkę. Kun nie wykonał ani jednego dryblingu, miał 20% celności wysokich podań czy centr, co było jego jedynym rozwiązaniem w ofensywnych sytuacjach. Lewy wahadłowy właściwie tylko biegał tam i z powrotem, a i tak nie znalazł się wśród pięciu zawodników, którzy przebiegli najwięcej, choć to pewnie dlatego, że został zmieniony na kwadrans przed końcem spotkania. Niektóre "rajdy" Kuna kończyły się stratami, które mogły bądź przeradzały się w groźne kontry, czego, na szczęście Legii, Śląsk nie wykorzystał.

Zmiennicy

Ryoya Morishita - Wszedł na boisko w 75. minucie. Początkowo rozruszał lewą stronę Legii i wniósł w grę nieco ożywienia. Z czasem jednak rywale zaczęli radzić sobie z jego odważnymi poczynaniami. Szkoda, że nie dostał trochę więcej minut.

Wojciech Urbański - Pojawił się na murawie wraz z Morishitą. Podobnie jak Japończyk, starał się coś wnieść do gry, próbował odważnie dryblować rywali, choć wychodziło różnie. Widać było, że w swoim pierwszym meczu na stadionie przy Łazienkowskiej chciał pokazać się z jak najlepszej strony.

Maciej Rosołek - Pojawił się na boisku w 54. minucie. Dziesięć minut po wejściu na murawę mógł wykorzystać świetną centrę Radovana Pankova, ale z najbliższej odległości spudłował. Podobnie było w doliczonym czasie gry po świetnym podaniu Josue z pierwszej piłki, gdzie zachował się fatalnie i w zasadzie to piłka uderzyła mu w głowę, a nie on głową w piłkę. Nie pokazywał się do gry, wykonał tylko cztery celne podania. Gdy już miał futbolówkę przy sobie, co zdarzyło się 14-krotnie, to zazwyczaj ją tracił poprzez złe opanowanie.

Yuri Ribeiro - Pojawił się na boisku w 89. minucie. Grał zbyt krótko, by ocenić jego występ.

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.