Ekstraklasa
2. kolejka

5000
Wronki
6.08.2004
20:00
Amica Wronki
Legia Warszawa
Amica Wronki
1-1
Legia Warszawa
63' Dembiński
(0-1)
Karwan 29'
13 Maciej Mielcarz
23 Grzegorz Wojtkowiak 39'
15 Dariusz Dudka
44 Michał Stasiak
2 Paweł Skrzypek
14 Zbigniew Grzybowski 46'
23 Krzysztof Kowalczyk
18 Mateusz Bartczak
10 Marcin Kikut 84'
14 Paweł Kryszałowicz
10 Jacek Dembiński
1 Arkadiusz Malarz
15 Piotr Jacek
4 Dawid Kucharski 39'
5 Piotr Dziewicki
7 Karol Gregorek
87 Filip Burkhardt 84'
18 Marcin Burkhardt 46'
Artur Boruc 1
45' Dickson Choto 4
Marek Jóźwiak 4
Wojciech Szala 3
64' Bartosz Karwan 13
Łukasz Surma 4
Jacek Magiera 38
Tomasz Kiełbowicz 11
77' Tomasz Sokołowski I 23
Marek Saganowski 9
Piotr Włodarczyk 33
Andrzej Krzyształowicz 12
Anatolij Dorosz 29
45' Mirko Poledica 4
64' Tomasz Sokołowski II 6
Jakub Rzeźniczak 25
Radosław Wróblewski 8
77' Dariusz Dudek 33
Trener: Maciej Skorża
Asystent trenera: Waldemar Fornalik
Kierownik drużyny: Marek Pogorzelczyk
Lekarz: Tomasz Piontek
Masażyści: Maciej Łopatka, Andrzej Kasprzak, Zbigniew Jastrzębski
Trener: Dariusz Kubicki
Asystent trenera: Krzysztof Gawara
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Jerzy Somow, Zbigniew Sęktas
Sędziowie
Główny: Tomasz Mikulski (Lublin)
Relacja

Punkty podzielone

Dziś we Wronkach Legia miała udowodnić, że pierwsze 30 minut kiepskiej gry w Szczecinie było tylko przypadkiem. Tak się nie stało. Legioniści zagrali nudno, nieskutecznie, bez polotu. Po raz kolejny wyraźnie brakowało Vukovicia, a czarę goryczy dopełniła kontuzja Choto w 43 minucie. Znów dał o sobie znać Marek Jóźwiak, po którego błędzie (oraz Wojciecha Szali) padł wyrównujący gol dla Amiki. Kiepsko zaprezentował się również Mirko Poledica, który wyraźnie się gubił i tracił niepotrzebnie piłkę. Z dobrej strony pokazali się Boruc i Karwan. Ten pierwszy uratował Legię od porażki. Z kolei Bartek zdobył ładną bramkę i zaliczył kilka celnych podań. Generalnie Wojskowi zagrali słabo i nie ma co do tego wątpliwości. Trener Kubicki musi przemyśleć, czy jego konserwatyzm i brak jakichkolwiek zmian w składzie wyjdzie drużynie na dobre. Z drugiej strony właściciele (ITI) – po pozbyciu się prawdziwych kibiców (i prawdopodobnie spadku poziomu dopingu) zaczynają odśrodkowe niszczenie drużyny. Brak potrzebnych wzmocnień, a także odejście Vukovicia to właśnie te słynne "wydatki" ITI. Jednak nie ma sensu rozwodzić się nad polityką ITI, bowiem i tak kontrargumentem będzie to, że spłacili niemałe długi (szkoda, że nie możemy doczekać się bardziej racjonalnych wyjaśnień). Tak więc powróćmy do meczu.

Już w 3 minucie po szybkiej akcji Amiki, mknącego po lewej stronie Zbigniewa Grzybowskiego ubiegł Artur Boruc. W 17 minucie kapitalnej okazji nie wykorzystał Piotr Włodarczyk po długim podaniu od Marka Saganowskiego. W tym momencie powinno już być 1:0 dla gości. Legia grała zdecydowanie lepiej, choć mało składnie i bez żadnego pomysłu. W 29 minucie wreszcie pada bramka! Bartosz Karwan po ładnie bitym rzucie rożnym przez Tomka Kiełbowicza posyła głową piłkę do siatki. W 34 minucie ładną akcję przeprowadziła Amica, ale nie zakończyła jej celnym strzałem. W 37 minucie Jacek Magiera wbiegł z prawej strony w pole karne, jednak nie zdołał dośrodkować i od bramki zaczynali gospodarze. Pod koniec pierwszej połowy kontuzji mięśnia nabawił się Choto. Lewy obrońca Legii opuścił plac gry, a w jego miejsce pojawił się Mirko Poledica. Chwilę potem sędzia zakończył pierwszą połowę.

W drugiej części gry Amica rozpoczęła całą serię ataków na bramkę Boruca. Najpierw Paweł Kryszałowicz trafił w poprzeczkę (dobitkę obronił Boruc). Potem Artur świetnie spisał się przy strzale jednego z pomocników Amiki. W 52 minucie Saganowski zagrał przed pole karne do Włodarczyka, ale Piotrek uderzył obok słupka. Pięć minut później Karwan z prawej strony zagrał do "Włodara", jednak i tym razem skończyło się na strachu gospodarzy – Legia wywalczyła jedynie róg. Z każdą chwilą napór Amiki rósł. Raz po raz napastnicy wronieccy nękali niepewnych Szalę, Jóźwiaka i Poledicę. W końcu stało się to, do czego musiało dojść przy takiej grze – wyrównanie. Otóż w 63 minucie Jacek Dembiński znalazł się sam przed Borucem i bez problemu uderzył piłkę między nogami bramkarza Legii. Było zatem 1:1 – wszystko zaczęło się od początku. W 74 minucie Boruc wypuścił piłkę po strzale Marcina Burkhardta, a dobitka Kryszałowicza przeszła ponad bramką. Minutę później mocny strzał "Kryszała" znów obronił Boruc. W 78 minucie Burkhardt posłał piłkę ponad bramką. Kibice Legii mogli odetchnąć z ulgą. W 80 minucie Kryszałowicz trafił w poprzeczkę! Trzeba powiedzieć, że Legia miała całe mnóstwo szczęścia. W ostatnich sekundach meczu Włodarczyk znalazł się sam przed bramkarzem Amiki! Jednak uderzył... prosto w ręce bramkarza. Po minucie sędzia zakończył mecz. Legia zremisowała po kiepskiej grze.

Autor: Michał Szmitkowski

Minuta po minucie










Relacja z trybun

Bez wyrazu...

"Bez wyrazu" – tymi słowami można określić postawę piłkarzy Legii na boisku oraz doping kibiców na trybunie dla gości. Druga z rzędu daleka podróż w północno – zachodnie regiony Polski nie przyniosła już takich efektów jak pierwsza do Szczecina. Jeden punkt zdobyty na boisku i około 300 kibiców Legii to wynik średni, porównując do ubiegłorocznego sukcesu odniesionego we Wronkach. Tylko ilość flag na sektorze – 15 jest wynikiem progresywnym (A melanż trwa..., Choszczno, Deyna, FB’03, Gocław, Jelonki, Legijni Patrioci, Legiony Sulejówka, Legiunia, Legnica, Tomaszów Maz., Sandomierz, Turyści, Wild West, Wola)

Na 30 minut przed meczem na sektorze H2, było tylko ok. 100 kibiców w szalikach Legii. Liczba ta była spowodowana wypadkiem pociągu, w którym jechała większość kibiców Legii. Bardzo poważnie ucierpiał w tym zdarzeniu maszynista, który odwieziony został do szpitala. Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia! Wśród kibiców na szczęście nikomu nie stało się nic poważnego i na wejście piłkarze usłyszeli doping 300-osobowej grupy. Na początku panował chaos, dopóki na płocie nie pojawił się S. Kiedy w 29 minucie Bartek Karwan, po dośrodkowaniu Tomka Kiełbowicza, piękną główką pokonuje bramkarza gospodarzy, sektor Legii był bez wątpienia najgłośniejszym miejscem w Polsce. Jednak w miarę upływu czasu - śpiewy jak i gra "Wojskowych" słabły i wszyscy czekali na przebudzenie w drugiej połowie spotkania. A ta tylko pod względem ultras była dużo lepsza. Na wejście piłkarzy prezentujemy malowaną kartoniadę kowboja z racą w lewej ręce i utworzoną z prawej dłoni "eLką" oraz napisem na bokach "TYLKO LEGIA". Efekt dopełniliśmy 3 ogniami wrocławskimi i 2 racami. Wyszło to nienajgorzej, zważywszy, że wzór do wykonania na wyjazdach jest bardzo trudny. Doping powoli się rozkręcał i wydawałoby się , że może być już tylko lepiej. Niestety wszystko „siadło” w 63 minucie. Piłka po strzale Dębińskiego ląduje w bramce strzeżonej przez bardzo dobrze broniącego w tym meczu Artura Boruca. Radość na trybunach zajmowanych przez kibiców z Wronek i niespotykana cisza wśród kibiców Legii. Nie pomogły kolejne pokazy ultrasowskie – baloniada w 70 minucie, choreografia z szarf i 8 rac w 80 minucie, czy też pokazy pirotechniczne wronieckich kibiców – race i ognie wrocławskie, które mogły nas zmobilizować. W międzyczasie na murawę wpadła grupa kilkunastu kibiców, którzy pozbawili fanów Amicy jednej flagi. W efekcie cały sektor gości został potraktowany gazem pieprzowym. A śpiewy , jak i gra zawodników słabła z minuty na minutę. Na szczęście sędzia szybko zakończył spotkanie... Możemy sobie życzyć jak najmniej takich wyjazdów.

Autor: Wild West

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.