Ekstraklasa
24. kolejka

2000
Warszawa
25.05.2005
18:00
Polonia Warszawa
Legia Warszawa
Polonia Warszawa
0-5
Legia Warszawa
(0-2)
Kiełbowicz 21'
Kiełbowicz (k) 31'
Włodarczyk 51'
Karwan 73'
Saganowski 77'
29 Jacek Banaszyński
29 Anatolij Dorosz 46'
16 Sławomir Jarczyk 65'
29 Ivan Udarević
23 Piotr Stokowiec
10 Igor Gołaszewski
36 Dariusz Dźwigała
16 Adam Cichon
5 Konrad Gołoś
0 Krzysztof Bąk
10 Jacek Kosmalski
12 Paweł Kieszek
0 Sebastian Kęska
23 Jarosław Mazurkiewicz
24 Jacek Moryc
21 Piotr Kluzek 65'
7 Paweł Głowacki
19 Benjamin Imeh 46'
Artur Boruc 1
Wojciech Szala 3
Veselin Djoković 2
65' Dickson Choto 4
Tomasz Kiełbowicz 11
Jacek Magiera 38
64' Tomasz Sokołowski I 23
Tomasz Sokołowski II 6
Bartosz Karwan 13
Marek Saganowski 9
89' Piotr Włodarczyk 33
Andrzej Krzyształowicz 12
Marcin Rosłoń 19
89' Paweł Kaczorowski 22
65' Tomasz Jarzębowski 33
64' Aleksandar Vuković 5
Dariusz Zjawiński 22
Ireneusz Kowalski 15
Trener: Marek Motyka
Kierownik drużyny: Stanisław Mróz
Lekarz: Dariusz Rusek
Masażyści: Jarosław Stec
Trener: Jacek Zieliński
Asystent trenera: Lucjan Brychczy
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Jerzy Somow, Zbigniew Sęktas
Sędziowie
Główny: Pavel Olsak
Asystent: Radomir Sluk
Asystent: Stefan Pastorek
Techniczny: Robert Werder
Relacja

Skandal i pogrom

Za nami 44-te derby Warszawy, ale w niczym nie przypominały one wielkiego święta, jakie bywają, gdy rozgrywa się derby w innych krajach. Trybuny świecące pustkami, skandaliczne zachowanie ochrony i policji wobec kibiców gości, a w ostateczności decyzja PZPN (czy aby na pewno?) o nie wpuszczeniu fanów Legii na obiekt przy Konwiktorskiej ze względu na złe zabezpieczenie sektora gości (nawet tych, którzy mieli wykupione bilety), bluzgi, ubliżanie własnym piłkarzom i piłkarzom gości - to obrazki, które mogliśmy dziś obserwować. Nie można zapomnieć też o skandalicznej organizacji tego spotkania. Stadion Polonii nie spełnia absolutnie żadnych norm bezpieczeństwa i w żadnym wypadku nie powinien zostać dopuszczony do rozgrywania na nim meczów I ligi. Tymczasem z roku na rok PZPN przymyka oko na rażące niedociągnięcia działaczy Polonii, a także na samowolkę działaczy. Jako przykład można podać fakt, że kibice Legii wejściówki na to spotkanie musieli zakupić po cenie wyższej niż ta określona odgórnie przez PZPN...

Legioniści przystąpili do meczu z "czarnymi koszulami" w takim samym składzie, który kilka dni wcześniej rozgromił Wisłę Kraków 5-1. I jak się później okazało, taktyka obrana przez Jacka Zielińskiego była tak samo skuteczna. Pierwsza akcja meczu należała do gospodarzy. Kosmalski i Gołoś ostrzeliwali Boruca, ale ten wyszedł z opresji obronną ręką. Po kilku minutach wszystko wróciło do normy. Legia przejęła inicjatywę i raz po raz tworzyła coraz groźniejsze akcje pod bramką Polonii. W 20. minucie szarżujący Marek Saganowski został sfaulowany blisko narożnika pola karnego. Do piłki podszedł Tomasz Kiełbowicz - już to oznaczało, że będziemy świadkami groźnej akcji legionistów. "Kiełbik" przymierzył... dośrodkował na piąty metr, ale z futbolówką minęli się wszyscy... przez co zaskoczony Jacek Banaszyński nie zdołał sięgnąć piłki i ta wpadła tuż przy słupku do bramki. 5 minut później świetną akcję przeprowadzili gospodarze. Adam Cichon uderzył z 15 metrów, ale Boruc kapitalnie odbił piłkę. W 30. minucie lewą stroną zaatakował Włodarczyk i został pociągnięty na polu karnym za koszulkę. Słowacki arbiter bez wahania wskazał na "wapno". Do jedenastki podszedł strzelec pierwszego gola. Kiełbowicz uderzył mocno i po ziemi w prawy róg nie dając szans Banaszyńskiemu. 2-0 dla Legii! W końcówce pierwszej połowi legioniści mieli jeszcze kilka sytuacji. Najlepszą z nich zmarnował Marek Saganowski, który dobijał strzał głową Bartosza Karwana - jednak piłka przeleciała minimalnie nad poprzeczką.

Chyba nikt nie przypuszczał, ze w drugiej połowie obraz gry może ulec zmianie. Podopieczni Jacka Zielińskiego grali swoje - na luzie i dokładnie. To dało efekt już pięć minut po przerwie. Prawą stroną boiska przedarł się Tomasz Sokołowski I, dośrodkował do Piotra Włodarczyka, a temu nie pozostało nic jak skierować piłkę do siatki. W tym momencie poloniści już sobie odpuścili... a Legia nadal grała swoje. W 73. minucie akcję lewą stroną przeprowadził Karwan. Po wyminięciu kilku rywali uderzył... ale Banaszyński odbił piłkę. Uczynił to jednak tak niefortunnie, że ta spadła prosto na głowę wstawającego Karwana. Pomocnik Legii trafił w piłkę lekko, ale bardzo dokładnie i było już 4-0. Cztery minuty później Bartosz Karwan zaliczył asystę. Dokładnie dośrodkował z prawej strony na głowę niepilnowanego Marka Saganowskiego i ten ustalił wynik spotkania na 5-0 dla Legii.

W ostatnich minuta poloniści mieli jeszcze dwie okazje na zdobycie honorowego gola, ale nie udało im się to. Najbliżej był Kosmalski, który uderzył tak, że Boruc nie miałby szans na obronę, ale piłka przeleciała tuż obok słupka.

Legia odniosła najwyższe w historii zwycięstwo nad Polonią na jej stadionie. Ostatni raz gospodarze w podobnych rozmiarach przegrali z lokalnym rywalem w 1932, kiedy Legia zwyciężyła 5-1. W niedzielę o 15 na Łazienkowską zawita Groclin. Będzie to pierwszy półfinałowy mecz Pucharu Polski - czas na rewanż za ligową porażkę. Wszystkich serdecznie zapraszamy na mecz!

Autor: Woytek

Minuta po minucie










Relacja z trybun

Anonimowość

Derby bez kibiców gości to bezpieczne derby - do takiego wniosku doszedł PZPN. Dzięki związkowi najważniejsze spotkanie w Warszawie odbyło się bez kibiców Legii. Świetne pomysły działaczy już wielokrotnie mogliśmy podziwiać, więc dzisiejsze decyzje wcale nas nie zdziwiły.
Na mecz Polonia-Legia otrzymaliśmy zaledwie 300 biletów. Te rozeszły się w dwie godziny. Chętnych było wielokrotnie więcej. Równie szybko rozeszły się wejściówki powielane na ksero i innymi domowymi sposobami. Chcieliśmy pokazać, że w półtora milionowym mieście jest większe zainteresowanie piłką nożną, niż wskazywałaby na to frekwencja na Polonii. Dlatego właśnie wszyscy zebraliśmy się w centrum miasta, pod hotelem Metropol. O godzinie 16, w samym centrum, zebrało się ok. 1500 kibiców Legii, którzy "pocztą pantoflową" zostali poinformowani o tym, że razem ruszamy na Konwiktorską. Kilkanaście minut później, ubrani w białe koszulki, ruszyliśmy w kierunku Muranowa. Było spokojnie. Apel o spokojnym marszu i niezaglądaniu do sklepów był respektowany w 100%. Policja szła drugą stroną ulicy Marszałkowskiej, starając się nie prowokować kibiców. Zbliżając się do stadionu odbiliśmy w ulicę Wałową. Gdy doszliśmy do jej końca, większość ruszyła biegiem w kierunku wejść na trybunę główną (dojście do "Kamiennej" było szczelnie obstawione przez policję). Tu zaczęły się "schody". Organizatorzy zawodów za nic nie chcieli wpuścić na stadion fanów Legii. We wszystko wmieszali się ci co zawsze, którzy z dwóch stron ograniczyli kibiców. Nagle za płotem trybuny głównej znalazło się kilkunastu kozaczków w szalikach Polonii, którzy kamieniami obrzucili legionistów. Policja spychała nas w tym czasie w kierunku "właściwego" sektora gości. Część z nas przeskoczyła murek od ulicy Międzyparkowej, inni maszerowali dołem, w stronę wejścia na sektor gości. Niestety - mogliśmy go podziwiać jedynie z zewnątrz. Policjanci rozdzielili nas na dwie grupy i ze wszystkich stron otoczyli. Tych, którzy chcieli sforsować ogrodzenie, potraktowali armatkami wodnymi i gazem. "Nie wejdziemy" - dało się słyszeć pesymistyczne prognozy wśród kibiców. Policja tymczasem zaczęła swoją grę. "Kibice Legii! Prosimy o zachowanie zgodne z prawem! Pamiętajcie, że nie jesteście anonimowi!" - od takich tekstów bolała nas już głowa. Twardo musieliśmy je znosić... policji zacięła się płyta. Ci, którzy weszli na sektor wcześniej (dosłownie kilka osób) zostali z niego wyproszeni. Nikogo nie interesowało to, że kibice ci mieli bilety na mecz.
Czekając kilkadziesiąt minut na decyzję - wejdziemy, czy nie - postanowiliśmy urozmaicić sobie pobyt pod stadionem śpiewami sławiącymi Legię. "Ole ole, ole ola i tylko Legia, Legia Warszawa" - śpiewali warszawiacy. Odzewu ze strony gospodarzy tego meczu nie było. "Czy oni tam w ogóle są? Może przestraszyli się i wcale nie przyszli na mecz" - padały kolejne pomysły. Jak się dowiedzieliśmy telefonicznie na stadionie było niewiele więcej kibiców gospodarzy... niż nas pod nim. Niestety, w końcu policyjny "szczekacz" zakomunikował nam donośnie "Kibice Legii, zgodnie z decyzją PZPN, nie zostaną wpuszczeni na mecz. Dotyczy to również osoby, które mają ważne bilety na spotkanie. Prosimy o zachowanie spokoju! Osoby postronne prosimy o rozejście się" - brzmiała wersja z policyjnego "magnetofonu". O nieudolności PZPN przekonaliśmy się nie po raz kolejny. Była więc okazja do "pozdrowienia" związku, który nie radzi sobie ani z czystością polskiej piłki, ani z jej promocją. Co ciekawe przez te kilkanaście minut meczu... wcale nie słychać było kibiców gospodarzy. Tych mieliśmy okazję usłyszeć jedynie w momencie śpiewania "Barki", co miało miejsce jeszcze przed meczem. W końcu na pożegnanie zaśpiewaliśmy hasło sprzed dwóch lat, ale cały czas jak najbardziej aktualne - "Dziewczyny, bawcie się same". Po kilku piosenkach, w ok. 15 minucie meczu zostaliśmy puszczeni ulicą Międzyparkową w dół, w kierunku Wisły. Część od razu skierowała się do tramwajów, inni tymczasem ruszyli w kierunku Wisłostrady. W tym samym kierunku udali się "niebiescy", którzy ponownie uruchomili swoje armatki. To, że nie wejdziemy na stadion w żaden sposób, było już pewne. "Nie jesteście anonimowi" - cały czas dudniło w uszach.
Na stadionie tymczasem zebrało się zaledwie ok. 2000 "anonimowych" kibiców. Wśród nich, na trybunie głównej byli także legioniści. Ci, z każdą kolejną bramką (a tych tego dnia padło dla Legii aż pięć!), coraz donośniej dawali znać o sobie. Polonia "apelowała" do swoich graczy do ambitnej postawy. Bezskutecznie. Ciekawym zjawiskiem było nawoływanie kibiców do "tańca" okrzykiem "Kto nie tańczy, ten za Legią". Co ciekawe do wspólnych tańców nie przyłączyli się wszyscy ;-) W drugiej połowie, poloniści rzucili na murawę stroboskopy, o parę minut opóźniając rozpoczęcie przez swoich piłkarzy gry. "Po co wy gracie, jak wy ambicji nie macie" - śpiewali zgromadzeni na trybunie "Kamiennej". Na przyśpiewkę tę szybko odpowiedział spiker zawodów - "A po co wy rzucacie?!". Ten sam człowiek próbował interweniować w inny sposób - "Panowie, nie taka była umowa. Przez was, pseudokibice, klub zapłaci wysokie kary". Jedyną pozytywną informacją dla Polonii był wynik meczu koszykówki, korzystny dla "Czarnych Koszul". Oprawy na tym meczu nie odnotowano - ale o tym, jak donosiła wcześniej prasa, miały zadecydować względy... bezpieczeństwa. Pod koniec zawodów część fanów Polonii zaczęła w prymitywny sposób ubliżać Karwanowi, Borucowi i Szali. Kilka minut przed końcowym gwizdkiem sędziego, trybuny zaczęły powoli pustoszeć. Ze spuszczonymi głowami opuszczali je kolejni fani Polonii, podczas gdy wspaniała atmosfera panowała na części trybuny głównej. Tej, zajmowanej przez Legię. Szkoda, że tak wysoką wygraną naszego zespołu mogła obserwować tak skromna liczba fanów naszego klubu. Na głupotę nie ma rady. PZPN jest organizacją taką, jaką jest i na zmiany się nie zanosi. Ciekawe jak swoją decyzję tłumaczyć będą związkowi zwolennicy akcji "Pojednanie dla Papieża", bo pod taką "banderą" rozgrywany był ten mecz. Ciekawe, czy działacze odpowiedzialni za niewpuszczenie kibiców gości... będą chcieli pozostać anonimowi.

Frekwencja: 2000
Kibiców gości 0 (1500 pod stadionem)

Autor: Bodziach

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.