Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Klikając „Rozumiem, ZAMKNIJ” zgadzasz się na naszą Politykę prywatności.    ROZUMIEM, ZAMKNIJ
Legioniści - niezależny serwis informacyjny
HokejKoszykówka
Warszawa - Niedziela, 30 kwietnia 2017, godz. 18:00
Ekstraklasa - 31. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
  • 75' Jędrzejczyk
1 (0)
Herb Wisła Kraków Wisła Kraków
  • 58' Brlek (k)
1 (0)

Sędzia: Daniel Stefański
Widzów: 22235
Pełen raport

Hej Legio tylko mistrzostwo!

Rundę mistrzowską rozpoczęliśmy od spotkania na swoim stadionie z Wisłą. Zainteresowanie nie było aż tak duże, jak można się było spodziewać. Klub sprzedał około 10 tysięcy pakietów na cztery spotkania, licznik biletów wskazywał niemal pełny stadion, tymczasem na trybunach pojawiło się niewiele ponad 22 tysiące osób.

Trybuny tego dnia wypełniały się ospale. Jeszcze na 40 minut przed meczem, kiedy rozgrzewali się bramkarze Wisły, stadion świecił pustkami, a fani dopiero zmierzali w stronę bramek wejściowych. Znacznie lepiej było pół godziny później. Tym razem spikerzy spróbowali razem pytać "Kto dziś wygra?", ale efekt nie był najlepszy. Przed meczem miała miejsce jeszcze krótka ceremonia - wręczenie Radoviciowi koszulki z numerem 250, za rozegranie tylu właśnie spotkań ligowych w barwach naszego klubu. Stadion skandował wówczas "Miro Radović". Na Żylecie, w centralnym miejscu zawisła flaga "Mocno Legia", która debiutowała przed tygodniem na wyjeździe w Krakowie.



Wiślacy na Łazienkowską przyjechali autokarami, po tym jak nie udało im się zorganizować pociągu specjalnego. Na stadion wchodzili lekko spóźnieni - pierwsze osoby dopiero na 20 minut przed rozpoczęciem meczu. W sektorze gości wywiesili 6 flag ("Wisła Sharks", "Skawina", "Wadowice", "PDW", "Olkusz"), w tym jedną Widzewa ("Bałuty"). Liczba wiślaków była zdecydowanie gorsza niż półtora miesiąca temu w sezonie "zasadniczym", kiedy fani z Krakowa przyjechali w 905 osób. Tym razem chętnych na wyjazd było o połowę mniej - 406 os., i to pomimo promocji, którą ogłoszono wcześniej - ci, którzy zakupią bilety na trzy pierwsze wyjazdy rundy mistrzowskiej, na czwarty pojadą za darmo.



Na wyjście piłkarzy na Żylecie w górę poszły setki dużych flag na kiju, na murawę poleciały serpentyny oraz odpalonych zostało kilkadziesiąt rac. Doping od pierwszej minuty stał na przyzwoitym poziomie, z kilkoma naprawdę świetnymi "wybuchami". Świetnie wyglądał nasz młyn, w którym przez całe spotkanie powiewało kilkanaście flag na kiju, co jeszcze kilkanaście lat temu było rzeczą normalną. Pod względem synchronizacji dopingu oraz akustyki, kapitalnym pomysłem jest (nie pierwszy raz zresztą) wykorzystanie oprócz bębnów, werbla, który brzmi kapitalnie, szczególnie przy pieśni "Nie poddawaj się...".



Sędziowanie nie przypadło do gustu fanom Legii, którzy kilka razy dali znać arbitrowi, że nie są zadowoleni z jego dyspozycji. "Stefański! Co? Ty k..." - niosło się kilka razy z trybun. Usłyszeliśmy także starą przyśpiewkę "Sędzia weź sznur i powieś się...". Wymiana uprzejmości z przyjezdnymi była ograniczona do minimum. Raptem kilka okrzyków pod adresem Wisły, a także nowych sojuszników krakusów - Widzewa i Ruchu, i to by było na tyle. Jak było z drugiej strony, nie wiemy, bowiem doping skromnej grupy przyjezdnych nie docierał do naszego młyna.



Są pieśni, które wykonujemy 1-2 w trakcie spotkania, i takie które śpiewamy po kilkanaście minut. Do tej pory pieśń "Szkoła, praca, dziewczyna, rodzina..." zaliczana była zdecydowanie do tej pierwszej grupy. Tymczasem w niedzielę śpiewaliśmy ją przez dobrych 10 minut, za każdym razem głośniej - tym razem z klaskaniem w refrenie.

W drugiej połowie sędzia podyktował - niestety słusznie - rzut karny dla rywali. Jego wykonanie przedłużyło się nieco, po tym jak w pole karne pofrunęło kilka serpentyn. Niestety chwilę później radość zapanowała w sektorze gości. My nie załamując się, ruszyliśmy ze zdwojoną mocą z pieśnią "Nie poddawaj się...". Poziom decybeli był naprawdę wysoki. Właśnie przy tej pieśni legioniści doprowadzili do wyrównania, a ryk z trybun był od razu wielokrotnie głośniejszy. Niewiele brakowało, a kilkanaście sekund później wyszlibyśmy na prowadzenie... ale po zmarnowanej setce Hamalainena można było co najwyżej rwać sobie włosy z głowy. Oczywiście, ci którzy je posiadają.

Niestety pomimo naporu przez ostatnich kilkanaście minut, nasi gracze nie zdołali strzelić zwycięskiej bramki. Po zakończonym spotkaniu piłkarze dość niemrawo podeszli pod nasz sektor, z którego najpierw usłyszeli "Hej Legio tylko mistrzostwo!", a na odchodne - "Legia grać, k... mać!". Miejmy nadzieję, że stracone kolejny raz punkty na własnym stadionie (!) nie sprawią, że na koniec sezonu mistrz przejdzie nam koło nosa. Przed nami wyjazd do Szczecina w kolejną niedzielę, a przy Łazienkowskiej widzimy się za dwa tygodnie przy okazji spotkania z Termaliką. Przed meczami z Niecieczą, zachęcamy do wspierania naszych koszykarzy w meczach finałowych o awans do ekstraklasy.

Frekwencja: 22 235
Kibiców gości: 406
Flagi gości: 6

Autor: Bodziach

Fotoreportaż z meczu - 66 zdjęć Mishki
Fotoreportaż z meczu - 50 zdjęć Kamila Marciniaka
Fotoreportaż z meczu - 52 zdjęcia Piotra Galasa