REKLAMA

Piłkarze jesienią na cztery z minusem

Tomek Janus - Wiadomość archiwalna

Niedzielną porażką z Górnikiem Łęczna Legia zakończyła rundę jesienną sezonu 2005/2006. Po rozegraniu 17 ligowych spotkań stołeczna jedenastka zajmuje w tabeli drugie miejsce. Zdobyła 32 punkty i do prowadzącej Wisły Kraków traci jeden punkt. Na wynik ten składa się dziewięć zwycięstw, pięć remisów oraz trzy porażki. Legii udało się też awansować do ¼ Pucharu Polski, gdzie w pierwszym meczu pokonała Koronę Kolporter Kielce 2-0. Nie udało się natomiast zawojować Pucharu UEFA. Legia musiała uznać wyższość szwajcarskiego FC Zurich i odpadła już w rundzie wstępnej. Przyjrzyjmy się jak wyglądała gra poszczególnych piłkarzy w zakończonej rundzie.



Bramkarze:

Łukasz Fabiański – rundę rozpoczynał jako debiutant w rozgrywkach ekstraklasy. Na bramce miał wypełnić lukę powstałą po odejściu ulubieńca kibiców Artura Boruca. Z zadania wywiązał się bardzo dobrze. Już po kilku spotkaniach stał się jednym z mocniejszych punktów Legii. Wystąpił od 1 do 90 minuty we wszystkich 17 spotkaniach ligowych oraz dwóch meczach Pucharu UEFA przeciwko FC Zurich. Nie popełniał zbyt wielu błędów. Na jego konto trzeba jednak zapisać drugą bramkę w przegranym meczu z Górnikiem Łęczna. Na początku sezonu często pomagały mu słupki i poprzeczki. Może pochwalić się znakomitą serią 478 minut bez puszczonego gola. Mimo młodego wieku i niewielkiego doświadczenia jest wymieniany jako kandydat do czerwcowego wyjazdu na mundial. Ponoć zainteresowanie Fabiańskim wyraził Manchester United.



Jan Mucha – słowacki bramkarz sprowadzony jako zastępca Fabiańskiego. W lidze nie dostał szansy na pokazanie swych umiejętności. Wystąpił w pięciu meczach Pucharu Polski. Przeciwnicy wbili mu tylko jedną bramkę. W pozostałych meczach nie puścił bramki od ponad 400 minut. Pewny punkt w kadrze Legii. Prezentuje zbliżone umiejętności do pierwszego bramkarza wojskowych. Na razie Wdowczyk woli jednak stawiać na Fabiańskiego. Klasę Muchy docenił jednak, obiecując mu występ w finale Pucharu Polski. Po ewentualnym awansie Legii oczywiście.



Obrońcy:

Dickson Choto – „skała z Zimbabwe” w tym sezonie zaczęła się kruszyć. Wszystkiemu winne są kontuzje, które trapiły popularnego „Diksiego”. Wystąpił tylko w 8 meczach – zawsze w pierwszym składzie. Wraz z Moussą Ouattarą stanowił duet decydujący o sile warszawskiej obrony. W meczu z Koroną zdobył też swą pierwszą bramkę w barwach Legii, co uczcił pięknym tańcem. Jeżeli Choto będą omijały kontuzje powinien zadomowić się w wyjściowym składzie wojskowych.



Wojciech Szala – poprawnie – to słowo, które najlepiej obrazuje grę Wojtka w rundzie jesiennej. Nie popełniał zbyt wielu błędów, jednak nie był też nieomylny. Na początku rundy miał przerwę spowodowaną kontuzją. Występował na prawej obronie, choć lepiej czuł się na jej środku. Szala często gra zbyt brutalnie. Ma manierę atakowania przeciwników łokciami. Czasami jest to zauważane przez sędziów, co spowodowało, że dostał 6 żółtych kartek. Zdarza się mu się zapędzić pod bramkę rywali, jak np. w meczu z Wisła Kraków, gdy popisał się ładnym podaniem do Włodarczyka.



Jakub Rzeźniczak – młody obrońca warszawskiej Legii przestał wreszcie popełniać błąd, za który krytykowano go w poprzednim sezonie. Wraz z wiekiem nabrał piłkarskiego doświadczenia i zdecydowanie ograniczył liczbę niepotrzebnych fauli. O ile w sezonie 2004/2005 obejrzał dziewięć żółtych i dwie czerwone kartki, to w obecnym sędziowie upominali go tylko cztery razy. Rzeźniczak grał dość zmiennie. Udane mecze – remisowy z Górnikiem Łęczna – przeplatał słabszymi – porażka z Groclinem, w którym ponosi winę za oba stracone gole.



Marcin Rosłoń – jeszcze do niedawna lepiej znany jako komentator Canal+. Jak mówią niektórzy – najlepszy komentator wśród piłkarzy i najlepszy piłkarz wśród komentatorów. Pierwszą szansę występu dostał jeszcze u Zielińskiego w meczu z Cracovią. Pełnym zaufaniem obdarzył go zaś trener Wdowczyk. „Rossi” z meczu na mecz grał coraz lepiej. Najczęściej występował jako obrońca. Jednak, gdy zaistniała potrzeba, radził sobie także w pomocy. Mimo 28 lat w lidze polskiej rozegrał dopiero 19 spotkań. Pewny punkt warszawskiej obrony.



Moussa Ouattara – zawodnik z Burkina Faso. Podczas letniej przerwy wypatrzył go Marek Jóźwiak na meczu dla bezrobotnych piłkarzy z ligi francuskiej. Mierzący 193 cm zawodnik okazał się zdecydowanym wzmocnieniem stołecznej defensywy. Trudny do przejścia dla rywali. Wie kiedy sfaulować, a kiedy wykopać piłkę. Tworzy zgrany duet z Choto. To w dużej mierze dzięki jego grze Legia może się pochwalić najmniejszą liczbą straconych bramek w lidze.



Mirko Poledica – obrońca z Serbii i Czarnogóry nie znalazł uznania w oczach trenerów Legii. Wystąpił w pięciu spotkaniach, w których nie pokazał nic szczególnego. Na plus trzeba mu zapisać sytuację z meczu z Polonią, gdy za wątpliwy faul na nim, sędzia podyktował rzut karny. Kończy przygodę z Legią. Oficjalnie wystawiony przez klub na listę transferową.



Ahmed Ghanem – pierwszy Egipcjanin w Legii. Egzotyczny piłkarz wystąpił tylko w czterech spotkaniach. Choć sprowadzono go jako obrońcę, okazało się, że ma zapędy do atakowania bramki rywali. W Warszawie odwiedziła go urodziwa siostra. Nie pomogła jednak „Faraonowi”, który musi poszukać nowego pracodawcy.

Daniel Lopez Cruz – rodak pięciokrotnych mistrzów świata zagrał w Legii tylko 45 minut. Nieudany transfer.



Tomasz Kiełbowicz – opuścił tylko 90 minut ze wszystkich meczów rozegranych przez wojskowych. Na początku rundy miał problemy z odnalezieniem formy z poprzedniego sezonu. Z każdym kolejnym meczem grał lepiej. Mniej groźne były jego rzuty wolne, z których słynął do tej pory. Nie strzelił żadnej bramki, ale jest to konsekwencją zaangażowania się w grę obronną.



Tomasz Sokołowski – miniona runda zdecydowanie nie należała do „Sokołka”. Często grał dość chaotycznie. Zagubiony na boisku, nie potrafił celnie podać do swoich partnerów. Mimo to udało mu się zanotować trzy asysty i dwie bramki. W meczu z Arką wykorzystał doskonałe podanie i zdobył swą pierwszą bramkę w występach ligowych w barwach Legii. Lepiej spisywał się w obronie, w której nie popełniał rażących błędów. Prawdopodobnie nie zobaczymy go wiosną na boisku, gdyż został wystawiony na listę transferową.



Pomocnicy:

Bartosz Karwan – nie jest to już ten Karwan, który czarował na polskich boiskach przed wyjazdem do Niemiec. Po boisku porusza się ociężale. Gdy trzeba potrafi jednak błysnąć zagraniem z najwyższej półki. W meczu z Amiką doskonałym podaniem otworzył Burkhardtowi drogę do bramki. Nie udało mu się strzelić gola, jednak zanotował najwięcej asyst (5) w drużynie. Kolekcjoner żółtych kartek. Jedna z nich wykluczyła go z gry w meczu jesieni w Krakowie.



Łukasz Surma - poprawna runda jednego z rozgrywających Legii. Stać go jednak na więcej. Tylko dwie asysty na pewno nie przynoszą mu chluby. Nie popełniał większych błędów. Brakowało mu jednak charyzmy do poderwania drużyny w kryzysowych sytuacjach, co znamionuje prawdziwego playmekera. Solidny zawodnik. Z powierzonych zadań, wywiązywał się dość dobrze. Trzeba mieć nadzieję, że na wiosnę powróci do swej wysokiej formy.



Marcin Burkhardt – młody pomocnik pojawił się na Łazienkowskiej po tym jak Amica wyrzuciła go za picie piwa na zgrupowaniu. Szybko udowodnił, że opłacało mu się zaufać. Dwie bramki i pięć asyst to bilans „Burego” w rundzie jesiennej. Mimo młodego wieku potrafił zagrać w sposób dojrzały. Zdarza mu się jednak popełniać fatalne w skutkach błędy. W meczu z Lechem zobaczył czerwoną kartkę, co kosztowało zespół porażkę. W ostatnim meczu rundy zbyt nonszalancko podszedł do podania i ułatwił rywalowi zdobycie gola. Na szczęście dobrych zagrań było więcej niż błędów. Przyszłość Legii należy do piłkarzy pokroju Burkhardta.



Sebastian Szałachowski – na Łazienkowskiej pojawił się latem reklamowany jako najszybszy piłkarz ekstraklasy. Początkowo nie potrafił jednak tego udowodnić. Po kilku meczach udało mu się zdobyć zaufanie kolegów i kibiców dobrą grą. Strzelił sześć bramek i skutecznością ustępuje tylko Piotrowi Włodarczykowi. Minięcie kilku rywali i oddanie groźnego strzału na bramkę to znak firmowy „Szałacha”. W meczach z Odrą i Zagłębiem swoimi strzałami zapewnił Legii zwycięstwa. Jeżeli dodamy do tego trzy asysty, otrzymamy obraz jednego z najwartościowszych piłkarzy stołecznej jedenastki.



Jacek Magiera – blisko dziewięcioletnia kariera „Magica” w Legii dobiega końca. Trener Wdowczyk nie dał się przekonać do umiejętności Jacka. Tylko raz wystawił go w wyjściowej jedenastce. Magiera pozostawał jednak niewidoczny, a swoimi stratami piłki doprowadzał kibiców do furii. Ciągle jednak widać w jego grze duże doświadczenie i obycie futbolowe. Nie powinien mieć problemów ze znalezieniem nowego pracodawcy.



Veselin Djoković – największy wojownik wśród legionistów. Przynosi Legii szczęście – gdy występuje, wojskowi nie przegrywają. Gra na pograniczu faulu. Dlatego też w ośmiu meczach zobaczył trzy żółte kartki. Autor pięknej bramki w meczu z Wisłą Płock. W meczu z Wisłą Kraków doznał kontuzji i końcówkę rozgrywek spędził na trybunach.



Aleksandar Vuković – chciałoby się zapytać gdzie podział się „Vuko” z 2002 roku? Cień zawodnika sprzed kilku lat. W niektórych zagraniach przejawia jednak ciągle piłkarski błysk. O ile do nie strzelania bramek Vuković zdążył nas przyzwyczaić, to brak asyst jest przerażający. Czołowy niegdyś rozgrywający Legii wciąż walczy o powrót do dawnej formy. Najpierw musi jednak wyleczyć kontuzję. Trzeba mieć nadzieję, że mu się uda. Tylko jak długo cierpliwość zachowają stołeczni działacze?



Marcin Smoliński – objawienie minionego sezonu nie zachwyciło. Trzeba przyznać, że „Smoła” miał pecha, zmagał się z kontuzją. Utrudniło mu to powrót na boisko. Gdy grał nie był jednak tak kreatywny, jak w poprzednim sezonie. W rewanżowym meczu z Hetmanem strzelił piękną bramkę i... doznał kontuzji ręki. Legia chce wypożyczyć Smolińskiego do Szkocji. Ma tam, jak powiedział Ireneusz Zawadzki, dorobić się piłkarskich „jaj”.



Napastnicy:

Piotr Włodarczyk – czołowy strzelec wojskowych. Autor 14 bramek i czterech asyst. W meczu z Hetmanem Zamość strzelił cztery bramki, czym na stałe wpisał się w legijne kroniki. Niestety większość bramek musi poprzedzić zmarnowaniem kilku stuprocentowych sytuacji. Na szczęście zmarnowane akcje przeplata skutecznymi. Po odejściu Marka Saganowskiego i kontuzji Marcina Klatta zyskał pewne miejsce w podstawowej jedenastce.



Marcin Klatt – latem przeszedł do Legii z Kujawiaka Włocławek. Już w trzecim meczu z „eLką” na piersi ustrzelił hattricka. Później przyszła kontuzja i „Klacik” musiał udać się na przymusowy urlop. Sprowadzony jako następca Saganowskiego, stał przed trudnym zadaniem. Zagrał tylko w ośmiu spotkaniach. W jego grze widać brak pierwszoligowego obycia. Po wyleczeniu kontuzji powinien rywalizować o występy w pierwszej jedenastce z Włodarczykiem i Janczykiem.



Dawid Janczyk – zaledwie osiemnastoletni napastnik z Nowego Sącza przebojem wdarł się do podstawowego składu. Uznawany za największy talent od czasu Wojciecha Kowalczyka. Mimo młodego wieku podchodzi do rywali bez kompleksów. Zdarza się, że ponosi go młodzieńcza fantazja. Ma jednak zadatki na napastnika wysokiej klasy. Szczególnie gol z Arką Gdynia pokazał jego nieprzeciętne możliwości. Zainteresowanie nim zgłaszają kluby zachodnioeuropejskie. Na razie nie jest na sprzedaż. Legia powinna mieć z niego dużą pociechę i to jeszcze przez kilka lat.



Dariusz Zjawiński – „Zjawa” nie pograł sobie w tym sezonie. Legia nie przekreśliła jednak tego zawodnika. Chce go wypożyczyć do szkockiego drugoligowca. Ma tam nabyć doświadczenia i po powrocie strzelać gole dla wojskowych.



Marcin Chmiest – niezbyt udany transfer z Bełchatowa. Chmiest strzelił tylko jedną bramkę. Trudno, wiec uznać, że dobrze wywiązał się ze swojego zadania. Marnował wiele sytuacji strzeleckich. Szczególnie strzał z meczu z Zagłębiem Lubin powinien znaleźć drogę do siatki. Wiosną nie otrzyma szansy na rehabilitację, gdyż znalazł się na liście transferowej.





Rundę jesienną w wykonaniu Legii należy ocenić na cztery z niewielkim minusem. Początek sezonu nie wskazywał, że będziemy liczyć się w walce o mistrzostwo. Po kiepskim rozpoczęciu Legii Zielińskiego, nastąpiła poprawa, gdy trenerem został Wdowczyk. Obecnie stołeczni piłkarze mają wciąż szansę na dublet. Tego faktu nie mogą pomniejszać trenerskie zawirowania wokół krakowskiej Wisły. W drugiej części rundy jesiennej Legia była po prostu trudna do zatrzymania.

Odejście Boruca i Saganowskiego pozostawiło po sobie duże luki. Fabiański i Klatt, do spółki z Janczykiem, potrafili je zapełnić. Do drużyny wprowadzono młodych zawodników. Burkhardt, Janczyk, Fabiański, choć młodzi, już dziś są silnymi ogniwami wojskowych. Dobrze grała obrona, która może poszczycić się najmniejszą liczbą straconych goli. Słabszą formę prezentowali starsi zawodnicy – Surma, Vuković, Magiera, Karwan. Braki starali się nadrabiać doświadczeniem. Po przyjściu Wdowczyka zawodnicy grają ambitnie i nie cofają nogi. Nadal istnieją jednak pewne braki. Przegrany mecz z Górnikiem Łęczna odsłonił słabe strony wojskowych – nieskuteczność i lekceważenie przeciwnika. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że do pierwszego marcowego meczu zostaną one wyeliminowane.

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2022 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.