Sebastian Szymański - fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA
REKLAMA

Kopała Ekstraklasa - podsumowanie 2. kolejki

Jeleń, źródło: Legionisci.com - Wiadomość archiwalna

Ostatnie 12 meczów Ekstraklasy do przerwy kończyło się wynikiem 0-0. Złośliwi powiedzą, że to żałosne, prawdziwi zaś koneserzy tacy jak my docenią za to kunszt gry defensywnej i wyrównany poziom rozgrywek. Zapraszamy zatem na podsumowanie 2. kolejki najbardziej wymagającej ligi na świecie.

Sandecja Nowy Sącz 0-0 Arka Gdynia
Jeśli włączacie skrót meczu gdzie Tadeusz Socha podaje piłkę Michałowi Gliwie, a Tomasz Brzyski kopie w Pavelsa Steiborsa, wówczas oznacza to, że właśnie ktoś w ładnej bombonierce próbuje przemycić Wam bobki. W tym meczu nie wydarzyło się absolutnie nic godnego uwagi, małopolska arena przez chwilę zamieniła się w teatr, na którego deskach wystawiano poruszający dramat. Historia 22 facetów nie potrafiących funkcjonować w otaczającej ich rzeczywistości dotknęła 2646 miłośników sztuki wyższej, śledzących z uwagą każdy ruch wybitnych polskich aktorów, fantastycznie udających grę w piłkę. Zrobiło się tak poważnie, że Adam Marciniak chcąc rozładować atmosferę skierował futbolówkę w stronę własnej bramki, jednak żartu kolegi nie zamierzał podtrzymywać Steinbors, który ten strzał obronił. 0-0 na dobry początek. A to było zaledwie preludium.

VIDEO: Marciniak zalicza najciekawsze zagranie meczu

Wisła Kraków 1-0 Bruk-Bet Termalica Nieciecza
To spotkanie różniło się od meczu Sandecji z Arką wyłącznie tym, że w końcu ktoś wpadł na pomysł, że to słynne strzelanie bramek to wcale nie jest takie głupie i w ostatniej akcji meczu Brlek wpakował piłkę do siatki. Pozostałe 89 minut nie było jednak sztuką teatralną, a wybitnym dziełem malarskim, przedstawiało bowiem doskonały obraz nędzy i rozpaczy. Jak się okazało, Wisłę dzięki bałkańsko-iberyjskim artystom wymalowano na nowego lidera Ekstraklasy. Dobra, dość podziwiania tej wystawy w galerii sztuki współczesno-bezbramkowej, bo to dopiero drugi mecz kolejki, a w każdym przynajmniej do przerwy było 0-0, więc oszczędzajmy siły na dalszą przebieżkę przez ekstraklasowe muzeum.

VIDEO: Fantastyczna metafora spotkania w Krakowie

Piast Gliwice 1-2 Pogoń Szczecin
W Gliwicach piłkarze odkryli, że da się strzelać w dwie strony i chociaż pierwsza połowa spotkania była równie emocjonująca jak spacerowanie po dziale z nabiałem w supermarkecie, to w drugiej Dariusz Formella otworzył wynik wykorzystując akcję sam na sam. Goście pocieszyli się z prowadzenia całe 3 minuty, kiedy to do siatki trafił Papadopulos, a na kolejny wybuch radości musieli czekać do doliczonego czasu, gdy w ostatniej akcji zdobyli zwycięskiego gola. Rzecz jasna cieszyć powinni się już wcześniej, kiedy Jakub Szmatuła wypluł piłkę na piąty metr prosto pod nogi Adama Frączczaka, jednak ten wytężył wszystkie swoje siły i ekwilibrystycznie nie trafił w turlającą się futbolówkę. Był teatr, było malarstwo, czas więc na akrobatykę najwyższych lotów.

VIDEO: Szczeciński król stepowania i jego występ w Gliwicach

Lechia Gdańsk 0-1 Cracovia
W pierwszych minutach gospodarze rzucili się na Cracovię jak poznaniacy na ziemniaki, ale że woleli uderzać obok bramki niż do, to skończyło się tylko na strachu bądź wkurzeniu, zależnie, rzecz jasna, od kibicowania którejś ze stron. Niewykorzystane sytuacje, jak każdy doskonale wie, lubią się mścić, wobec czego Cracovia zdobyła gola na 0-1. Tutaj ulubiony sędzia warszawskich kibiców, Szymon Marciniak, po raz pierwszy w historii naszej śmiesznej ligi postanowi zastosować VAR i... bramki nie uznał, bo Krzysztof Piątek w momencie podania wystawał czubkiem buta za jednego z obrońców. Podjudziło to napastnika Cracovii, wobec czego postanowił on strzelić jeszcze jedną bramkę, jednak i tej nie zaakceptował okrutny system VAR, ponieważ Piątek spalił akcję na kilka podań przed jej wykończeniem. Podobno w ciągu najbliższych lat system ma udoskonalić się do tego stopnia, że nie uzna bramki jeśli strzelec w tygodniu meczu przejechał na czerwonym świetle lub rzucił papierek na ulicę. Na szczęście dla Cracovii strzelający na bramkę Michał Helik miał czystą kartotekę i ostatecznie goście po jego uderzeniu wygrali mecz 1-0.

VIDEO: ZVARowana bramka Piątka

Legia Warszawa 1-1 Korona Kielce
Przed meczem wydawało się, że z zespołem skleconym na biegu z kilku facetów nie mających, delikatnie mówiąc, największego talentu piłkarskiego jaki widział świat, z których połowa przyjechała do stolicy mniej lub bardziej kontuzjowana, Legia Warszawa nie powinna mieć większych problemów. Tymczasem okazało się, że wjazd w pole karne kieleckiego SOR-u wcale nie jest taką prostą sprawą, mało tego, legioniści zaczęli przyjezdnym zostawiać tyle miejsca w defensywie, że w naszą szesnastkę wjechałby zarówno pacjent poruszający się o kulach, jak i ten na wózku inwalidzkim. Mijały minuty, minęła godzina, aż w końcu Michał Kucharczyk doszedł do wniosku, że już bez jaj i taki mecz jak ten po prostu wypadałoby wygrać, więc posłał piłkę do siatki i było 1-0. „Wojskowi” nacieszyli się prowadzeniem całe 6 minut, później bowiem Łukasz Broź przegrał pojedynek z Kenem Kallaste, który dośrodkował w pole karne absolutnie na pałę, tam Michał Pazdan nie był zbytnio zaintrygowany wybiciem futbolówki, więc wbiciem jej do bramki zainteresował się za to Łukasz Kosakiewicz i Legia Warszawa po dwóch ligowych kolejkach zgromadziła aż jedno oczko. Dwa sezony temu nadrobiliśmy 10 punktów, sezon temu 12, to co, w 2018 roku polecimy na rekord?

VIDEO: Broź z Pazdanem dają popis gry defensywnej

Wisła Płock 1-0 Lech Poznań
Delikatnie rzecz ujmując, nie było to najbardziej pasjonujące widowisko, jakie mogliśmy zobaczyć podczas swojego ekstraklasowego stażu. Spotkanie w końcu rozruszało się, kiedy wybitny poznański defensor, Abdul Aziz Tetteh, uznał, że wyśmienitym pomysłem jest połamanie nóg Arkadiuszowi Recy. Co prawda zamiaru nie udało mu się zrealizować, ale za wjazd takimi saniami, jakich nie powstydziłby się sam Święty Mikołaj, Tetteh z boiska naturalnie wyleciał. Zostawiło to płocczanom więcej miejsca, ci tego miejsca oczywiście wykorzystać nie potrafili, aż w końcu Dominik Furman zebrał się z piłką na własnej połowie, przebiegł kilkadziesiąt metrów i niezwykle mocnym kopnięciem ustalił wynik spotkania. Lech pozostał więc z jednym punktem w tabeli, podobnie zresztą jak Legia, więc między fanami obydwu ekip panuje cichutki pakt o internetowej nieagresji, który ma skończyć się jak tylko jeden z klubów wydobędzie się z dołka. My nie możemy śmiać się z Lecha, Lech nie może śmiać się z nas. Ech, co za smutne czasy.

VIDEO: Tetteh pomaga drużynie jak mało kto

Jagiellonia Białystok 2-1 Górnik Zabrze
Jak się okazuje nie tylko legioniści w meczu z Górnikiem mieli problemy żeby stać bliżej niż 5 metrów od wysuniętego napastnika, bo 56. minucie meczu absolutnie nikt z obrońców „Jagi” nie wpadł na pomysł, że może warto byłoby zainteresować się Angulo, który właśnie wybiega sam na sam i otwiera wynik meczu. Na całe szczęście dla piłkarzy z Podlasia Dani Suarez postanowił zablokować uderzoną na bramkę futbolówkę ręką, co poskutkowało rzutem karnym dla gospodarzy i czerwoną kartką dla bohaterskiego siatkarza. Pewnie skończyłoby się na 1-1, jednak Arvydas Novikovas przewrócił się w polu karnym, co arbiter odebrał jako brutalny atak i oprócz podyktowania kolejnej „jedenastki”, profilaktycznie usunął jeszcze z boiska Ledecky’ego. Jagiellonia wygrywa kolejny mecz po kolejnych rzutach karnych – aż strach się bać co pocznie jak trzeba będzie strzelać z akcji.

VIDEO: Strzelanie z akcji? A komu to potrzebne?

Zagłębie Lubin 1-0 Śląsk Wrocław
Pisano przed sezonem, że w Śląsku wszystko wygląda tak fajnie, kolorowo i europejsko, że aż szkoda, że trzeba było zacząć grać w piłkę, a przynajmniej do takiego grania aspirować. Gościom nie pomógł nawet Jakub Tosik, który, jak to ma w zwyczaju, zatracił chwilowo połączenie z mózgiem i za brutalny faul wyleciał z boiska jeszcze przed przerwą. Śląsk miał naturalnie swoje okazje – m.in. Riera piłkę wystawioną do niemal pustej bramki z kilu metrów zdecydował się posłać w leżącego na ziemi Polacka – jednak stało się to, co było zapisane w gwiazdach jeszcze przed powstaniem tego klubu, mianowicie po raz milionowy w historii golkiper zawalił WKS-owi bramkę. Jakub Wrąbel wyszedł do dośrodkowania w doliczonym czasie gry, ale zamiast w piłkę trafił w próżnię, co chętnie na gola zamienił Jakub Świerczok i druga kolejka tego łez padołu wreszcie dobiegła końca.

VIDEO: Wrąbel nie potrafi oszukać przeznaczenia

Mem kolejki:

fot. Facebook

Wpis kolejki:

fot. Twitter

Autor: Jeleń
Twitter: JelenLL

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.