2016-11-02 UYL, Li fot. Woytek / Legionisci.com

Punkty po rewanżu z FK Astana

Qbas, źródło: Legionisci.com - Wiadomość archiwalna

Po latach sukcesów w eliminacjach do rozgrywek europejskich przyszło nam w końcu odpaść. Niestety, z tych najbardziej prestiżowych – o Ligę Mistrzów. Boli, że stało się to z zespołem o jakości Astany, czyli niewysokiej. Z drugiej jednak strony ta porażka to efekt systematycznego osłabiania zespołu, zwłaszcza w tym roku. Problemy musiały się zacząć i nie jest to zaskoczenie. Choć niezmiernie szkoda, bo zmarnowaliśmy ostatnią na lata szansę, by znów awansować do LM.

1. Mądrzejsi rywale. Legia w dwumeczu miała ponownie pokazać, że ogranie w europejskich pucharach to jej ogromny atut. Że te mecze dały jej spokój i mądrość, dzięki którym można wygrywać nawet w nie najwyższej formie. Okazało się jednak, że to Astana, również obeznana z pucharami, zagrała tak, jak powinna. I to w obu meczach. Legia tylko w drugim. A paradoks polega na tym, że w rewanżu „Wojskowi” zagrali właśnie tak, jak oczekiwaliśmy tego od nich w pierwszym meczu – przede wszystkim agresywnie i mądrze w grze defensywnej. Tego zabrakło w Kazachstanie, a było to kluczowe dla losów dwumeczu. Trzeba też oddać rywalom, że w Warszawie nie spanikowali. Nawet, gdy cofnęli się głęboko i „pałowali”. Kazachowie świetnie radzili sobie zwłaszcza w I połowie, gdy mądrze utrzymywali się przy piłce i przesuwali ciężar gry na połowę Legii. Przy czym nieustannie umiejętnie kradli czas nie dając Legii wejść w rytm. Warto przy tym podkreślić, że ta drużyna nie została osłabiona przed nowym sezonem, liderzy pozostali. Mimo wszystko jednak można mieć do mistrzów Polski uzasadnione pretensje. To był rywal zdecydowanie w zasięgu.

2. Niby najlepszy mecz Legii w tym sezonie, ale… zastrzeżeń jest wiele. Począwszy od czterech celnych strzałów, przez tylko jedną doskonałą okazję strzelecką, aż po powolne budowanie akcji. Tak się nie da odrobić dwubramkowej straty z pierwszego meczu. Możemy się cieszyć, że Legia zagrała z sercem, ale w tym wszystkim zabrakło najważniejszego – jakości. Graliśmy zbyt schematycznie i statycznie w ofensywie. Trudno było sforsować ośmioosobowe zasieki ustawione przed bramką, zwłaszcza, że w tyłach zawsze musieliśmy mieć się na baczności ze względu na dwóch szybkich napastników. „Wojskowi” sami jednak dali rywalom szansę – ci mogli się spokojnie przesuwać, ustawiać. Mieli czas. Graliśmy za wolno i jakoś tak bojaźliwie.

3. Czego zabrakło? Drugiego gola. Wiadomo. Zabrakło jednak też sytuacji do jego strzelenia. Zabrakło też napastnika. Sadiku tym razem zawiódł. I to nie dlatego, że zmarnował jedyną „setkę” w meczu. Grał jakby obok zespołu. Nie pokazywał się na pozycjach, nie szukał korytarzy, w których można by mu zagrać, nie wymuszał podania swoimi ruchami. Co najgorsze, nie potrafił utrzymać się przy piłce, zrobić przewagi zwodem, dryblingiem. Szymański doskonale udowodnił, jak wiele w tym meczu można było osiągnąć wygrywając pojedynek. W drużynie zabrakło też kogoś, kto pomógłby Guilherme, szarpiącemu acz dość nieefektywnemu, w próbach pociągnięcia gry. Lidera. Innymi słowy, w obecnym stanie personalnym, zabrakło Radovicia, jego doświadczenia, techniki i charyzmy. Zabrakło też Moulina w dobrej formie. Francuz grał wprawdzie lepiej niż ostatnio, zwłaszcza w destrukcji, ale nadal irytował brakiem precyzji podań i zdecydowania. Uważam też, że zabrakło podjęcia ryzyka, frontalnego ataku, nawet po zdobyciu gola. Być może zawodnicy nie mieli na to sił. Potrzebna była szybkość w grze, zmiana tempa, szukanie pozycji. Nie było też strzałów z dystansu, a jeśli nawet, to bardzo niecelne. No i kolejny raz zabrakło wykorzystania stałych fragmentów. Wprawdzie po dośrodkowaniu z rogu strzeliliśmy jedynego gola, ale poza tym w ogóle nie stwarzaliśmy w ten sposób zagrożenia, a okazji było przecież sporo.

4. A co było? Była świetna organizacja gry obronnej. Bardzo dobrzy obrońcy, wśród których szczególną uwagę zwracali Czerwiński i (wreszcie!) Jędrzejczyk, a także świetny Kopczyński, który wykonał ogromną pracę w środku pola. Była waleczność. Piłkarze dawali z siebie wszystko do samego końca. Byli nieustępliwi, zaangażowani. Była jednak też ofensywna niemoc. Astana to niestety za silny rywal na Legię (jeszcze) bez formy.

5. Daleko idące skutki. Legia zmarnowała szansę na Ligę Mistrzów. Uważam, że na lata. Oczywiście, biorąc pod uwagę obecny skład, to naszym szczytem jest Liga Europy i ponowny awans do LM byłby wynikiem ponad stan. Niemniej, przy dozie szczęścia, byłby on możliwy i w tym roku. W przyszłym, jeśli oczywiście wygramy ligę, przedrzeć się do Champions League będzie piekielnie ciężko, a mówiąc wprost, będzie to dla polskich klubów niemal niemożliwe.

Autor: Jakub Majewski "Qbas"
Twitter: QbasLL
Kątem Oka na FB

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.