Dean Klafurić - fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA

Słowo po niedzieli: Prowizorka

Qbas, źródło: Legionisci.com - Wiadomość archiwalna

Dean Klafurić pozostanie na stanowisku trenera Legii. Co by prezes Mioduski nie powiedział, jak nie tłumaczył tej decyzji, to wiadomo, że nie był to jego pierwszy wybór. A prawdopodobnie nawet nie drugi i nie trzeci. Klafuriciowi przedłużono umowę, bo władze klubu nie dogadały się z innymi kandydatami. Ponownie więc de facto na stanowisku trenera mamy swoisty substytut.

Jeszcze dwa miesiące temu nikt by nie pomyślał, że niemającego żadnego doświadczenia w pracy z seniorami Romeo Jozaka zastąpi ktoś o podobnym dorobku. Nie jest też w żaden sposób kontynuacją wizji autorstwa tria Kepcija, Jozak, Klafurić, co niektórzy starają się wmówić. Klafurić to trener z przypadku, gość od piłki nożnej kobiet. Chorwat jednak, w przeciwieństwie do przemądrzałego poprzednika, dał drużynie Legii to, czego potrzebowała – otwartość na jej potrzeby, zrozumienia ich. To doprowadziło do ogromnego sukcesu w postaci podwójnej korony. Nie byłoby go jednak bez przejęcia spraw we własne ręce przez zawodników i ustaleń, jakich dokonali tuż po zwolnieniu Jozaka. W skrócie: drużyna uzgodniła, że pora na zjednoczenie i skupienie na celach. Trener i piłkarze wzajemnie sobie więc pomogli.

Nie zmienia to faktu, że jego Legia grała brzydko, momentami bardzo słabo i miewała sporo szczęścia. To oczywiście rzecz drugorzędna, jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie zadanie, jakie miał do wykonania Klafurić. Patrząc jednak szerzej, ze świadomością, że zostaje tu jako trener na dłużej, należy się zastanowić, czy w swym warsztacie szkoleniowym ma coś więcej do zaoferowania. Tak naprawdę przecież nigdy nie został w jakikolwiek sposób zweryfikowany, a jeśli już jakoś to raczej negatywnie, bo pamiętajmy, że to on prowadził treningi Jozakowi, gdy drużyna została źle przygotowana. Wystarczy też posłuchać konferencji i wypowiedzi w szatni, by zrozumieć, że nie jest to też lider, autorytet, za którym podążą piłkarze. Klafurić to taki brat łata, sympatyczny facet, ale bez zdolności przywódczych.

Czy uda mu się osiągnąć kolejne sukcesy z drużyną? Próżno szukać ku temu racjonalnie przekonywających przesłanek. Jedyną wizytówką szkoleniowca jest bowiem mistrzostwo i Puchar Polski zdobyte w dość niecodziennych okolicznościach. Nadzieje możemy pokładać w dobrych relacjach z drużyną, ale kto to wie jak jest naprawdę? I jak będzie, gdy przyjdą pierwsze niepowodzenia? A przecież przyjść muszą. Trudno powiedzieć, czy na samej sympatii do trenera można budować zespół. I czy jest w stanie go przygotować tak, by połączyć grę w lidze z występami w pucharach. Zresztą, jakby tego ruchu nie tłumaczyć, to i tak trudno oprzeć się uczuciu tymczasowości. Niby jest, ale wcale nie zdziwimy się jakby za chwilę go już nie było. To nie daje komfortu współpracy.

Abstrahując też od kwestii sportowych, pozostawienie Klafuricia w Legii wygląda zwyczajnie słabo, by nie powiedzieć... czerstwo. Oto były szkoleniowiec kobiet, juniorów i samodzielny trener lokalnego drugoligowca zasiada za sterami największego klubu w Polsce. Można to było, choć przecież z trudem, zrozumieć, gdy przejmował zespół awaryjnie, na krótko i celem wykonania określonego zadania (planem minimum był Puchar Polski). Z od najważniejszych osób w klubie płynął jednak mocny, wyraźny przekaz - będzie uznany trener, nie ma planów pozostawienia Klafuricia. Nikt nie wiązał z nim przyszłości. Coś się musiało zmienić po drodze. Z nieznanych mi przyczyn nie wypaliła opcja A, a potem B. Pojawiła się opcja C, ale i ona nie wyszła. Została D. D jak Dean.

Źle to świadczy o sytuacji w Legii. Wystarczy spojrzeć na nazwiska trenerów, jakich zatrudnialiśmy w poprzednich latach. Berg miał za sobą pracę w Norwegii i Blackburn, a został wybrany po głębokich analizach (mocno rozważany był też Markiewicz). Czerczesow – wiadomo, firma uznana na rynku rosyjskim. Hasi, trener z kilkuletnim doświadczeniem w Anderlechcie. Magiera – jeden z najbardziej uzdolnionych polskich szkoleniowców młodego pokolenia, nasz człowiek doskonale znający klub. Przy zatrudnianiu każdego z nich były oczywiście wątpliwości, czasem uzasadnione, ale każdy miał przynajmniej jakieś podstawy ku temu, by mu powierzyć pracę przy Łazienkowskiej.

Obecnie trend jest odwrotny. Zatrudniani są ludzie bez doświadczenia, niezweryfikowani, wyciągani z chorwackiego kapelusza. Oczywiście, może się okazać, że prezes Mioduski i dyrektor Kepcija to nieszablonowi wizjonerzy i trener Klafurić okaże się tym wyczekiwanym na lata. Jednak podobnie jak w przypadku Jozaka, opiera się to wyłącznie na wierze. Nie wygląda to profesjonalnie, ba, mówiąc otwarcie jest po prostu prowizorką i budzi realne obawy o przyszłość klubu. Kolejny brak awansu do fazy grupowej na koncie Dariusza Mioduskiego byłby trudny do zaakceptowania, a już od strony finansowej byłby prawdziwą katastrofą. Z drugiej zaś strony, nie od dziś wiadomo, że prowizoryczne rozwiązania w Polsce często się sprawdzają i to na długo. Oby więc i tym razem było tak samo.

Autor: Jakub Majewski “Qbas”
Twitter: QbasLL
Kątem Oka na FB

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.