Jose Kante strzela gola na 2-0 - fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA
REKLAMA

Pod lupą LL! - José Kanté

Kamil Dumała - Wiadomość archiwalna

Rywalizacja o pozycję napastnika w Legii jest naprawdę zażarta. Raz możemy zaobserwować w pierwszym składzie Jarosława Niezgodę, a w następnym meczu José Kanté. Każdy z nich daje dużo zespołowi i wydaje się, że obaj wykorzystują swoją szansę. W meczu ze Śląskiem Wrocław na boisku od pierwszych minut pojawił się Gwinejczyk. Postanowiliśmy sprawdzić, jak w tym spotkaniu spisał się 29-latek.

Od początku meczu napastnik imponował przede wszystkim zawziętością i wolą walki. Już w pierwszej minucie wykonał pressing na bramkarzu Śląska, który wybił piłkę pod nogi Waleriana Gwilii. Podczas swojego występu zaliczył cztery próby odebrania piłki rywalowi, niestety tylko jedna była udana. Jeśli chodzi o straty piłki, to niestety José zaliczył ich aż 18 w całym meczu. Jedną stratę mniej zanotował Michał Karbownik, natomiast trzeci z kolei był Luquinhas, który na swoim koncie zanotował 9 strat.

Gwinejczyk 27 razy podawał do swoich kolegów, gdzie osiągnął 70% skuteczności swoich zagrań. Imponować mogła zwłaszcza piłka posłana do Gwilii w 36. minucie gry, niestety Gruzin zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i ostatecznie z tej sytuacji sam na sam nic nie wyszło. Kante przy ostatniej bramce dla Legii zaliczył asystę drugiego stopnia, to on inteligentnie zagrał do Pawła Wszołka, który dośrodkował wprost na głowę Luquinhasa. Napastnik od kolegów przyjął 38 podań, najwięcej obok Michała Karbownika w zespole z Warszawy.

Nie należy zapominać o „crème de la crème” dla napastników, czyli o strzałach na bramkę rywali i przede wszystkim bramkach. Podczas 84. minut Kanté trzykrotnie próbował pokonać bramkarza Śląska Wrocław. W 11. minucie otrzymał podanie od Brazylijczyka, jednak jego uderzenie z pola karnego zostało zablokowane. Tuż przed gwizdkiem na przerwę napastnik zdobył gola, jednak sędziowie słusznie go nie uznali, gdyż Kanté znajdował się na pozycji spalonej. W drugiej odsłonie gry dwukrotnie próbował zdobyć gola. W 66. minucie minimalnie uderzył obok bramki, natomiast siedem minut później po mocnym uderzeniu pod poprzeczkę mógł cieszyć się ze swojego ósmego trafienia w tym sezonie.

fot. Mishka / Legionisci.com

29-latek nie zapominał także o defensywie, był bardzo ruchliwy i często cofał się przynajmniej do linii środkowej boiska. W 70. minucie wybił piłkę, przerywając atak Śląska. Z rywalami stoczył 27 pojedynków, osiągając skuteczność na poziomie 48%. W powietrzu na czternaście starć zwyciężył w połowie z nich, natomiast na ziemi na trzynaście pojedynków wygrał sześć z nich. Na cztery próby zwodów, tylko jeden z nich zakończył się niepowodzeniem.

To był bardzo dobry występ napastnika. Potwierdzić to może indeks InStat (355), który był największy w zespole Legii. Znów walczył na przestrzeni całego boiska, cofał się do obrony, by odebrać piłkę i rozpocząć akcję zespołu z Warszawy. Przebiegł ponad 10 kilometrów w meczu. Martwić mogą jedynie straty napastnika, które w każdym meczu notuje na dużym poziomie. Jednak, gdy nadal będzie zdobywał bramki i notował asysty, nikt nie będzie bliżej przyglądał się jego minusami w meczu. Pod wodzą trenera Aleksandra Vukovicia, Kanté osiągnął bardzo dobrą formę, która przekłada się na liczby Gwinejczyka.
José Kanté
Czas gry: 83 minuty
Strzały / celne: 3 / 1 (33%)
Faule: 2
Faulowany: 0
Spalone: 2
Straty piłki: 18
Odbiory / udane: 4 / 1 (25%)
Podania celne: 27 / 19 (70%)
Podania kluczowe / celne: 1 / 1 (100%)
Podania przyjęte: 38
Pojedynki / wygrane: 27 / 13 (48%)
Pojedynki w powietrzu / wygrane: 14 / 7 (50%)
Pojedynki na ziemi / wygrane: 13 / 6 (46%)
Zwody / wygrane: 4 / 3 (75%)


przeczytaj więcej o:
REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.