5 września 2005 Edward Trylnik i Dragomir Okuka - fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA

Tune(L) czasu: Dragomir Okuka

Qbas, źródło: Legionisci.com

Zapisał się złotymi zgłoskami w historii Legii, choć z dzisiejszej perspektywy nie osiągnął zbyt wiele. Kibice, najpierw nieufni, szybko obdarzyli go gorącym uczuciem, bo był człowiekiem, który potrafił zaprowadzić porządek w drużynie, a jednocześnie uśmiechniętym i życzliwym. Piłkarze go przeklinali, ale i doceniali, bo choć był wymagający, to przy tym sprawiedliwy. W 20. rocznicę mistrzowskiego tytułu zapraszamy na rozmowę o tamtym sezonie z trenerem Dragomirem Okuką.

Jak w ogóle doszło do tego, że trafił pan do Legii?
Dragomir Okuka: - Pol-Mot, którego prezesem był Andrzej Zarajczyk, prowadził interesy w krajach byłej Jugosławii, w tym w Serbii. Wiosną 2001 r. od naszego wspólnego znajomego dowiedziałem się, że szukają doświadczonego trenera do Legii. On mnie polecił panu Zarajczykowi. Odbyliśmy wstępne rozmowy, ale ja wcale nie byłem przekonany do przenosin.

Czemu?
- Warszawa nie kojarzyła mi się najlepiej. Poprzednio byłem w Polsce w 1979 r. Przyjechałem wówczas do Warszawy z reprezentacją olimpijską Jugosławii. Zapamiętałem głównie biedę. Jugosławia przy Polsce to było wówczas USA. Dlatego miałem trochę obaw. Jednak już po wyjściu z samolotu zauważyłem, że wiele się zmieniło. Zrobiło się kolorowo, nowocześnie. Inny świat. Zastanawiałem się, czy to na pewno Polska. I wiedziałem, że dobrze zrobiłem.

A co pan wiedział o Legii?
- Że to wielki klub, ale z dużymi problemami. Bardzo podobało mi się podejście kibiców. Dopingowali przez cały mecz. Bez fanów nie da się zbudować silnego zespołu. Można wszystko wybudować, obudować, ale bez prawdziwych kibiców to nie będzie to. Legia miała i ma oddanych fanów. Zobaczyłem ich na meczu z Ruchem Radzionków i byłem zauroczony. Doping, który prowadzili ostatecznie przekonał mnie, żeby przejąć zespół.



Miał pan oczywiście świadomość, że przyjdzie panu sprzątać bałagan, który zostawił po sobie Franciszek Smuda?
- Wiedziałem, że drużyna jest w trudnej sytuacji, a mimo to w klubie wciąż liczono na mistrzostwo. Tylko wówczas te szanse były jedynie na papierze. Gdy przyjrzałem się bowiem z bliska zespołowi, to zauważyłem, że nie ma tam atmosfery zwycięstwa. Doszedłem do wniosku, że zamiast bić się o wicemistrzostwo z Pogonią, trzeba jak najlepiej wykorzystać ten czas. Obserwowałem piłkarzy, poznałem ich umiejętności, zobaczyłem kto ma charakter, a komu go brakuje. Było w drużynie kilku piłkarzy na wysokich kontraktach, ściągniętych jeszcze w czasach Daewoo, którzy, mimo że umieli grać w piłkę, to nic do drużyny nie wnosili. Z nimi trzeba było się pożegnać. Obmyślałem też w głowie, jak możemy i powinniśmy grać w przyszłym sezonie. Udało się.

Ale trudności nie brakowało. Legia w całym sezonie poniosła osiem porażek, z czego aż sześć już z panem na ławce.
- W dodatku trzy z rzędu na koniec rozgrywek. Tak jak mówiłem, przy bardzo silnej Wiśle i tak nie mieliśmy szans na mistrzostwo, dbaliśmy, by zagrać w pucharach i odpowiednio przygotować się na przyszły sezon.

Te przegrane nie osłabiły pana pozycji w klubie?
- Na pewno pomogło. Presja była ogromna, bo tak jak kibice w Warszawie wierzyli, że odmienię oblicze drużyny na tyle, by wróciła do rywalizacji o tytuł jeszcze wiosną 2001 r., tak wielu dziennikarzy kwestionowało moje umiejętności. Pojawiły się sugestie, że „Arkan” (Željko Ražnatović, uznany za zbrodniarza wojennego za okres wojny w Bośni i Hercegowinie - przyp. red.) kupił mi mistrzostwo w Obiliciu. Wiedziałem jednak, że prezesi Leszek Miklas i Andrzej Zarajczyk we mnie wierzą.

fot. Włodzimierz Sierakowski / 400mm.pl
Dragomir Okuka i Leszek Miklas - fot. Włodzimierz Sierakowski / 400mm.pl

A pan wierzył w Legię?
- W nowy sezon wchodziłem z optymizmem. Widziałem jaką gigantyczną pracę wykonali piłkarze podczas letnich obozów. Jednocześnie odeszło kilku podstawowych piłkarzy: Marcin Mięciel, Giuliano, Zbyszek Robakiewicz, Tomek Sokołowski. Do tego kilku nie chciało tu zostać, jak Wojtek Kowalczyk, Paweł Wojtala, czy Marek Citko. Miałem następców, ale nie udało się ściągnąć nikogo, bo brakowało pieniędzy. Trzeba było więc próbować innych rozwiązań.

I tak do Warszawy trafili m. in. Aleksandar Vuković i Stanko Svitlica.
- Z „Vuko” w ogóle się nie znaliśmy, ale wiedziałem, że to piłkarz z potencjałem. Stanko zaś wydawał się napastnikiem, jakiego nam było trzeba i jakiej w Legii od jakiegoś czasu nie było - bramkostrzelną „dziewiątką”. Tyle że on szybko złapał kontuzję. Przyszedł też Moussa Yahaya, na którego też musieliśmy trochę poczekać…

Piłkarze trochę się skarżyli, że gracie archaicznym wówczas systemem 3-5-2.
- Uważam, że nie mieliśmy wtedy wykonawców do nowoczesnego ustawienia z czwórką obrońców. I mimo że nie wygrywaliśmy, to byłem uparty.

W debiucie wygrał pan w Grodzisku Wielkopolskim.
- 1-0 po golu Marcina Mięciela. Pamiętam, że miałem lekką tremę, nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać, jak to wypadnie. Była to moja pierwsze zagraniczna praca, nie mówiłem po polsku. To sprawiało, że nie czułem się pewnie.

Dwie porażki na starcie nowego sezonu, łącznie z fatalną końcówką poprzedniego dawały aż pięć kolejnych przegranych.
- Dlatego też przed meczem w Chorzowie spakowałem walizki. Jestem honorowy i uważałem, że jeśli znów nie wygramy, to powinienem zrezygnować. Wolałem uprzedzić działania klubu.

Tymczasem wygraliście aż 4-0.
- Ja byłem przekonany, że w końcu zwyciężymy! W dwóch pierwszych kolejkach nie zagraliśmy źle. Może nawet bardzo dobrze, ale byliśmy nieskuteczni.

Po tym zwycięstwie przegraliście w lidze już tylko raz - u siebie ze Śląskiem 3-4. Zaczęła się rekordowa seria 33 meczów bez porażki.
- To duża zasługa zawodników. Miałem w Warszawie klasowych piłkarzy. Dość powiedzieć, że Jacek Zieliński, Maciej Murawski i Czarek Kucharski pojechali potem na mistrzostwa świata, a pewne miejsce w kadrze miał też Bartek Karwan, którego z mundialu wykluczyła kontuzja. Legia od dawna nie miała tylu reprezentantów.

Wszyscy piłkarze są jednak zgodni, że gdyby nie pan, to nie byłoby mistrzostwa.
- Wprowadziłem pewne zasady, których trzeba było przestrzegać.

Jakie?
- Ja byłem szefem…

„Ja Drago, ja rządzę!” - jeszcze przez lata przy Łazienkowskiej powtarzano wielokrotnie wypowiadane przez pana zdanie.
- Zespół musiał się podporządkować. Choć na pewno nie byłem tyranem. Byłem sprawiedliwym trenerem. Grali ci, którzy zasłużyli swą postawą na treningach. Nie miałem ulubieńców. Oczekiwałem jedynie pełnego zaangażowania. Dużo rozmawialiśmy, tłumaczyłem im, przedstawiałem swoje racje. Nie było łatwo, ale udało mi się do nich trafić, przekonać, że tylko ciężką pracą jesteśmy w stanie coś zdziałać. Trzeba też podkreślić, że trafiłem na wyjątkowo świadomą i zgraną grupę ludzi. Byliśmy zjednoczeni i zdyscyplinowani. W takiej atmosferze chciało się pracować. To mój ogromny sukces, zwłaszcza że wcześniej połowa biegała, a połowa się przyglądała.

fot. Włodzimierz Sierakowski / 400mm.pl
Dragomir Okuka, Krzysztof Dowhań, Lucjan Brychczy, Dariusz Kubicki - fot. Włodzimierz Sierakowski / 400mm.pl

Mówi się, że rządził pan twardą ręką, ale z uśmiechem.
- No tak. To podstawa współpracy. Rządzić, wymagać, określić jasno zasady, ale cieszyć się tym, co się robi. Zawodnicy mnie zaakceptowali, choć na pewno nie przyszło im to łatwo, patrząc chociażby na serię porażek z przełomu sezonów. Mówiło się wtedy, że Legia jest najsłabsza w historii, a trener to bałkański gangster od „Arkana”. Wszyscy mieliśmy coś do udowodnienia.

Niektórzy jednak narzekali na pana metody. Dawał pan zawodnikom wyjątkowo w kość.
- Narzekali głównie ci, którzy grali mało albo chcieli odejść. Zgadza się, moje treningi były bardzo ciężkie, tak jak i zgrupowania, ale potem okazywało się, że jesteśmy w ostatnich kwadransach jesteśmy w stanie dociskać pedał gazu, strzelać gole i wygrywać mecze. W efekcie sięgnęliśmy po tytuł i puchar ligi. Byłem pewien swoich metod, wiedziałem, że to jedyna droga, uwierzyli w to też zawodnicy. Potrafiliśmy każdego zabiegać, a koni do biegania nam nie brakowało: Jacek Magiera, Adam Majewski, „Vuko”, Czarek Kucharski… Oczywiście mogliśmy sobie pozwolić na takie obciążenia, bo mieliśmy do rozegrania dużo mniej meczów. Dziś pracowalibyśmy zupełnie inaczej.

W międzyczasie zespół został wzmocniony. Wrócili Sokołowski i Sylwester Czereszewski. Okazali się dużymi wzmocnieniami.
- Tomek to był kolejny wybiegany piłkarz, który bez żadnych zastrzeżeń zaakceptował wprowadzone przeze mnie metody. „Czereś” najpierw miał ciężko. W środku pola nie miałem dla niego miejsca, widziałem go w ataku, gdzie musiał rywalizować o miejsce w składzie z Kucharskim, Yahayą i Svitlicą. Robił jednak swoje. Pracował ciężko i czekał na szansę. Był niezwykle skuteczny w polu karnym, potrafił wykorzystywać dośrodkowania. No i przekonał mnie do siebie, wygrał rywalizację. Potem z kolei on nabawił się kontuzji i grali inni. Takie życie.

W Ekstraklasie objęliście prowadzenie w swojej grupie (wówczas liga była podzielona na dwie części, osiem najlepszych zespołów walczyło potem w grupie mistrzowskiej, a pozostałe w spadkowej - przyp. red.). Jednocześnie radziliście sobie dobrze w europejskich pucharach.
- W dwumeczu ze szwedzkim Elfsborgiem wygraliśmy aż 10-2, a to przecież nie był słaby zespół. Dzięki temu przyszło nam zmierzyć się z Valencią, wówczas czołową drużyną Europy, która dwa razy z rzędu zagrała w finale Ligi Mistrzów. W Warszawie zremisowaliśmy po znakomitym meczu, w którym skrzywdził nas sędzia. Jednak już w rewanżu zderzyliśmy się z ciężarówką.

fot. Woytek / Legionisci.com
Piotr Strejlau i Dragomir Okuka po meczu z Elfsborgiem w 2001 roku - fot. Woytek / Legionisci.com

W Walencji było 1-6.
- Na pewno za wysoko, aż tak nie odstawaliśmy. Porażka dwiema, trzema bramkami bardziej oddawałaby różnicę potencjału, ale w pewnym momencie trochę się posypaliśmy. Zabrakło nam też Karwana i Radka Wróblewskiego, którzy nabawili się kontuzji. Z ich szybkością byłoby łatwiej zagrać z kontrataku. Natomiast jestem dumny, że po tej porażce drużyna szybko wzięła się w garść. Pojechaliśmy na ciężki wyjazd do Szczecina, gdzie przecież Pogoń była wiceliderem i pewnie wygraliśmy 3-0. To był bardzo ważny moment w tamten części sezonu. Może nawet kluczowy.

fot. Woytek / Legionisci.com
fot. Woytek / Legionisci.com

Zimę przepracowaliście bardzo ciężko.
- Tak. Były trzy obozy i na każdym dokręcałem śrubę do oporu. Dużo wymagałem Po tym okresie wiedziałem, że będziemy walczyli o mistrzostwo. Oczywiście nie miałem pewności, że je zdobędziemy, ale do końca będziemy się liczyć.

Rok 2002 rozpoczęliście od ciężkiego meczu z Amicą w Warszawie.
- Amica była wówczas bardzo silnym zespołem, zawsze była w grze o podium. No i długo z nami prowadziła. To był ciekawy mecz, ale rozkręciliśmy się dopiero po godzinie gry. Strzeliliśmy dwa gole, oni jednak byli w stanie wyrównać i wydawało się, że będzie remis. Ja jednak wierzyłem w zespół, wrzuciliśmy piąty bieg i chwilę później zdobyliśmy zwycięską bramkę.

Potem punktowaliście głównie systemem 3+1, tj. wygrana u siebie, remis na wyjeździe. Tylko z Odrą Wodzisław było odwrotnie.
- Mieliśmy sytuację pod kontrolą, zwłaszcza że Wisła Kraków słabo sobie radziła, miała problemy, doszło tam do zmiany szkoleniowca. Byliśmy blisko zwycięstwa w Szczecinie, gdzie straciliśmy gola w 90 minucie i Katowicach, gdzie skończyło się 3-3. Wracaliśmy stamtąd z niedosytem. Z kolei byliśmy zadowoleni po 0-0 we Wronkach.

Przyszedł wreszcie kluczowy mecz w Krakowie. Wisłę prowadził wtedy już Henryk Kasperczak i zaczęli was ścigać. Wygrali trzy mecze z rzędu. Gdyby zwyciężyli, to mieliby tylko dwa punkty straty i dwie kolejki do końca. W praktyce więc to spotkanie decydowało o tytule.
- Byliśmy tego świadomi, dlatego do Krakowa pojechaliśmy już dwa dni przed meczem, by się w spokoju przygotować. Czuliśmy się mocni. Szybko dostaliśmy jednak bramkę i zrobiło się ciężko. Pamiętam, że na skrzydle szalał Kamil Kosowski. W drugiej połowie jednak uporządkowaliśmy grę, byliśmy lepsi fizycznie i wyrównaliśmy po golu Stanko. Wynik utrzymaliśmy i do tytułu potrzebowaliśmy tylko punktu. Wiedzieliśmy, że takiej szansy już nie wypuścimy z rąk.

fot. Woytek / Legionisci.com
fot. Woytek / Legionisci.com

Parę dni później zremisowaliście z Odrą i cel został osiągnięty.
- To była ogromna radość. Ogromna. Legia zdobyła tytuł po siedmiu chudych latach. A ja byłem dumny, że współtworzyłem tę ekipę. Jednocześnie jestem wdzięczny, że dostałem szansę pracy z takimi ludźmi. Szczególną satysfakcję dało mi, że zawodnicy obdarzyli mnie zaufaniem. Harowali jak woły na nasz sukces. Potem jednak nikt nie zabraniał im świętować do oporu. Zasłużyli jak nikt.

Warszawa oszalała ze szczęścia.
- Wspaniałe wspomnienia. Widać było, jak Legia wyczekiwała tego sukcesu, jak bardzo go potrzebowała. Kibice śpiewali „Kukułeczka kuka, Dragomir Okuka!”, potem pojawił się również transparent z moim wizerunkiem. Piękne chwile, najlepsze w mojej trenerskiej karierze. Minęło dwadzieścia lat, a wciąż mam dreszcze, gdy o tym mówię.

A co u pana teraz słychać?
- Odpoczywam. Przez pandemię wróciłem z Chin do Serbii i mam w końcu trochę czasu dla siebie. Jednak wiesz, jak to jest z trenerami. Zdrowie dopisuje i już się kręcę, czekam na telefon. A na koniec jeszcze raz: serdecznie pozdrawiam kibiców Legii. Jesteście najlepsi na świecie! Dziękuję wam!

Rozmawiał Jakub Majewski

fot. Mishka / Legionisci.com
fot. Mishka / Legionisci.com

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (54)

+dodaj komentarz
snajper24 - 04.05.2022 / 10:23, *.nsnet.eu

A później poszedł do Wisły wraz ze Svitlicą i już nie kochała ich tak stolica.

odpowiedz
Drybcio - 02.05.2022 / 23:45, *.20.208

@ja: Drago to był czlowiek, który zmazał 2:3 z Widzewem. Po tym smudzianym zaciągu, który nie chciał grać w Legii to byla dobra odmiana. Pamiętamy ze Wisła byla wtedy strasznie mocna, grali co chwile w pucharach i to z sukcesem. Dlatego to mistrzostwo jest bardzo cenne. Pozdrawiamy Panie Okuka i dziekujemy.

odpowiedz
Peter - 04.05.2022 / 10:30, *.vectranet.pl

@Drybcio: Dodam też, że personalnie byliśmy dużo słabsi niż za czasów Daewoo. Latem 2002 znowu odeszło kilku zawodników, zimą jeszcze kolejni. Mogliśmy obronić to mistrzostwo gdyby nie pechowa porażka w Krakowie 1-2 i strata punktów z Górnikiem i Odrą.

odpowiedz
Mateusz z Gór - 02.05.2022 / 14:19, *.orange.pl

Najlepszy trener, fajny wywiad.

odpowiedz
1234 - 02.05.2022 / 04:33, *.t-mobile.pl

https://www.youtube.com/watch?v=A2nF3HGlyY8
Piekne wspomnienia. Ja osobiście miałem wtedy 8 lat ale starszy brat wziął mnie wtedy na stadion. Wychowaliśmy się na Ludnej więc 10 min od stadionu. Pamiętam to jak przez mgłę ale i tak mam ciarki jak oglądam ten film. Stary stadion to był klimat! Czasy kiedy mieliśmy piłkarzy, którzy utożsamiali się z tymi barwami. To już chyba nie wróci...

odpowiedz
ja - 01.05.2022 / 21:19, *.play-internet.pl

Dragan Okuka w Legii człowiek z poza układu w skorumpowanej piłce podwójna chwała że w czasach takiej korupcji udało się zrobić majstra !!!

odpowiedz
Paweł - 01.05.2022 / 12:52, *.play-internet.pl

No i nie zapomnijcie że to Drago polecił Legii Miro Radovica.

odpowiedz
tomiacab - 01.05.2022 / 12:08, *.centertel.pl

co tam na tytułowym zdjęciu robi jaruzelski ;)

odpowiedz
tomiacab - 01.05.2022 / 05:07, *.centertel.pl

to była dla mnie najlpesza feta mistrzowska jaką przeżyłem na Ł3, tak wyczekany i nawet dosć niespodziewany tytuł smakował wyjątkowo pysznie.

odpowiedz
(L) - 01.05.2022 / 07:37, *.ilabs.pl

@tomiacab:

Dla mnie też ta feta była mega wyjątkowa... może 2013 rok się do 2002 da jakoś porównać ale mimo wszystko to nie byli to...

Mioduski won!!!!

odpowiedz
Peter - 04.05.2022 / 10:32, *.vectranet.pl

@(L): Zgadzam się. W latach 2006, 2014 czy późniejszych to już nie było to samo.

odpowiedz
Arek - 01.05.2022 / 00:20, *.tpnet.pl

Duży mam sentyment do jego Legii. I do tamtego mistrzostwa również. I jak był wyśmiewany na początku, też pamiętam.

odpowiedz
tomiacab - 01.05.2022 / 05:05, *.centertel.pl

@Arek: podpisuje się pod twoim komentarzem. Jak dla mnie Drago i Czerczesow to dwie njabardiej charyzmatyczne postaci na ławce trenerskiej Legii. należy jednakzwrócic uwagę ze Drago miał dużo trudniej z tamtejszą kadrą niz Stasiek

odpowiedz
(L) - 01.05.2022 / 09:18, *.ilabs.pl

@Arek:
Dokładnie.
W Chorzowie wtedy weszliśmy chyba na układzie?
To na 0÷4?

odpowiedz
MarioL - 01.05.2022 / 10:53, *.wanadoo.fr

@tomiacab: i takich trenerów Legia teraz potrzebuje.

odpowiedz
tomiacab - 01.05.2022 / 12:07, *.centertel.pl

@MarioL : zawsze się z tym zgadzam. Dlatego cisnę każdego trenera typu vuković, magiera i każdy inny dla którego praca w Legii to robota życia, bo przy takim właścicielu oni dadza sobie nawet na łeb narobić, byle tylko utrzymać posadę.

odpowiedz
MarioL - 01.05.2022 / 12:57, *.wanadoo.fr

@tomiacab: ja ciśnie także trenerów uczniow których to Legia zatrudniała,np Magiera,Vuko,Berg,czy tych dwóch jugoli co wcześniej trenowali piłkę kobieca.

odpowiedz
tomiacab - 03.05.2022 / 08:01, *.centertel.pl

@MarioL: no akurat Berga bym z tego grona wykluczył. W pucharach prowadził Legię bardzo dobrze

odpowiedz
MarioL - 03.05.2022 / 16:34, *.wanadoo.fr

@tomiacab: a w lidze nie za specjalnie.Pomietam jak na tym forum był wyzywany od łowcy łososi,i żeby spadał z Legii na łowienie łososi.

odpowiedz
mojo jojo - 30.04.2022 / 23:52, *.t-mobile.pl

Drago King!

odpowiedz
gogo - 30.04.2022 / 22:08, *.chello.pl

długo żałowałem, że nigdy nie ściągnięto go ponownie do Legii. Teraz chyba się cieszę. Nie dlatego, że w niego nie wierzę, ale zwyczajnie łatwo byłoby, aby czar prysł. Wspaniały czas w historii Legii. To była prawdziwa Legia z krwi i kości, która zdecydowanie nawiązała do wspaniałych kart z połowy lat 90-tych. Zawsze będę wdzięczny Drago i tamtym piłkarzom za tamtą drużynę! Dziękuję za ten wywiad! Tak jak Drago, też mam dreszcze, gdy wspominam tamten sezon. Nawet wspomnienia z Ligi Mistrzów za Berga nie przebijają tamtej Legii. To były inne czasy, pełne prawdziwej legijnej tożsamości. Tożsamości, której próżno teraz szukać przy Łazienkowskiej. I to jest tragedia.

odpowiedz
Przemek - 30.04.2022 / 21:22, *.t-mobile.pl

Stare, dobre , wspaniałe czasy... Na stadion Wisły weszliśmy na biletach kserówkach- także niezły fart bo zdobycie biletu na ten wyjazd było bardzo trudne , był to rzeczywiście ciężki mecz , to 1-1 było praktycznie równoznaczne ze zdobycie mistrzostwa , chociaż trzeba było jeszcze zdobyć z tego co kojarzę pkt w kolejnym meczu. Bardzo by się przydał teraz Drago , ale Miodek by go nie zaakceptował bo grałby ten kto jest lepszy a nie pseudo piłkarze , na których Prezio i jego świta chcą dorobić ...

odpowiedz
Warszawski Grochów - 30.04.2022 / 21:12, *.170.214

Do mojego poprzedniego komentarza: pamięć już nie ta, przepraszam:) Karny był, ale dla Valencii, pomieszałem dwa zdarzenia. :) Faktem jest, że gola zdobył Karwan, a my mocno weszliśmy w to spotkanie. :)

odpowiedz
Warszawski Grochów - 30.04.2022 / 21:09, *.170.214

Piękne czasy... :) Byłem na tym meczu na Krytej i pamiętam radość po bramce z rzutu karnego Karwana... Już sama decyzja o podyktowaniu "jedenastki" wprawiła nas w euforię :) Pozdrawiam braci i siostry po szalu pamiętających tamten okres :)

odpowiedz
Lemiesz Grochuw - 30.04.2022 / 18:41, *.plus.pl

Ciekawsza od flagi z jego wizerunkiem jest ta wisząca na prawo od niej - może jakiś artykuł o niej i tej grupie kibicowskiej Bodziah?

odpowiedz
stara szkoła fanatyków - 30.04.2022 / 19:02, *.chello.pl

@Lemiesz Grochuw: Kto jeździł za Legią w tamtych czasach to wie prawie wszystko o grupie 97,a kto nie,to może popytać kolegów.

odpowiedz
Lemiesz Grochuw - 30.04.2022 / 23:26, *.plus.pl

@stara szkoła fanatyków:

a podobno każdy bratem dla siebie w Legii? No to powiedz mi o tym

odpowiedz
stara szkoła fanatyków - 30.04.2022 / 16:50, *.chello.pl

Fajne czasy,gdzie jeszcze pieniądze nie decydowały o wszystkim.Na trybunach fanatyzm i przywiązanie do barw było najważniejsze i nie było gimbazy z telefonami,która teraz wszystko kreci i wrzuca do neta.
Czasy,które niestety już nie wrócą :/

odpowiedz
Przemek - 30.04.2022 / 21:31, *.t-mobile.pl

@stara szkoła fanatyków: oj nie wrócą, nie wrócą...Żyletę było czuć na plecach zawodników, to był wulkan reagujący na bieżąco na to co się dzieje na boisku , wielu zawodników bało się tutaj grać a teraz każdy kto potrafi jako tako kopnąć piłkę odgraża się, że przyjeżdża po 3 pkt. Obecnie żeby oddać to co się wtedy działo na Legii to mogę porównać do ostatnich 10 min mecz z Leicester u nas, też była miazga.

odpowiedz
gogo - 30.04.2022 / 22:11, *.chello.pl

@stara szkoła fanatyków: Wiesz co... wtedy właśnie wcale tak nie decydowały, bo Legia była w porównaniu do Wisły biedna. A jednak to my się fetowaliśmy 28 kwietnia 2002 roku.

odpowiedz
Ultras - 01.05.2022 / 00:00, *.virginm.net

@Przemek: bo wtedy jeszcze nie bylo Starucha (w 2004r zaczal) na gniezdzie i zamulania jedna przyspiewka po 20min.... wiec byl wulkan na trybunach;)

odpowiedz
Ultra Boys Grchw - 01.05.2022 / 00:03, *.virginm.net

@stara szkoła fanatyków: pieniadze zawsze i wszedzie decydowaly, tylko poprostu ich wtedy nie bylo w polskiej pilce,tak samo jak i gimbazy z telefonami cykajacych sweet focie na fejsa, bo telefon to mial 1 na 10, i byla to nokia typu banan hahaha.

odpowiedz
MarioL - 01.05.2022 / 10:55, *.wanadoo.fr

@Ultras: i tego klaskania przy wszystkich piosenkach.

odpowiedz
Zealley - 30.04.2022 / 16:25, *.chello.pl

stare dobre czasy w zasadzie końcówka prawdziwego dobrego futbolu

odpowiedz
MarioL - 01.05.2022 / 13:05, *.wanadoo.fr

@Zealley: i końcówka prawdziwego fanatyzmu na trybunach.

odpowiedz
Ultras - 01.05.2022 / 13:41, *.virginm.net

@MarioL : taka prawda, rok pozniej byla Grabiszynska i policja z wladza wzieli to wszystko za morde....

odpowiedz
MarioL - 03.05.2022 / 16:37, *.wanadoo.fr

@Ultras:i chyba jakoś wtedy wprowadzili te głupie identyfikatory.

odpowiedz
Peter - 04.05.2022 / 10:33, *.vectranet.pl

@MarioL : Identyfikatory wprowadzili już za czasów Daewoo w 1997 roku. Potem około 2000 nie były obowiązkowe, po czym znowu się pojawiły.

odpowiedz
MarioL - 04.05.2022 / 12:33, *.wanadoo.fr

@Peter: a faktycznie z tymi identyfikatorami było tak jak napisałeś.

odpowiedz
Mdread - 04.05.2022 / 16:38, *.co.uk

@Peter: identyfikatory wprowadzili po plonacych derbach97

odpowiedz
eL - 04.05.2022 / 21:38, *..

@Mdread: tak po derbach'97 potem znikły i wprowadził ITI potem nowsze itd...

Z fety 2002 pamietam jak taszczylismy beczkę z piwem na plac zamkowy z jednym typem a nie mieliśmy nic do jej otwarcia. Podczepił się " Student" z Bielan i zorganizował otwieracz do beczek na krakowskim a gościu z knajpy nam mowi ze oznaczenia wskazują na piwo bezalkohokowe

odpowiedz
rewitaX - 30.04.2022 / 13:22, *.inetia.pl

Skoro czeka na telefon to jest do wzięcia - nie wiem co robi loczeka ale napewno nic dobrego dla naszego klubu...
Już powinien dzwonić i oferować pracę - Okuka jest tysiąc razy lepszy niż Runjaic !

odpowiedz
Praga - 30.04.2022 / 11:59, *.171.219

Łzy w oczach mam!

odpowiedz
Tfj83 - 30.04.2022 / 09:48, *.t-mobile.pl

Łezka w oku się zakręciła. Drago był jeden na milion. Jedne z moich pierwszych tak pięknych kibicowskich chwil.

odpowiedz
gazza - 30.04.2022 / 09:35, *.inetia.pl

Najlepszy trener zagraniczny jaki był w Legii !
Potrafił w 10 zawodników wygrać mecz !
I to nie jeden raz !
Technika i twarda ręka - Tak powinien wyglądać każdy trener - wzorem dla nich powinien być Dragomir Okuka !
Jak ka się cieszę że mogłem na żywo oglądać wielką Legię pod rządami Okuki !
Jak oni grali to aż się chciało przyjść na stadion !
Chciałbym by Dragomir kiedyś wrócił do naszego klubu i z tych wymoczków zrobił dobrych piłkarzy i zgrany zespół - pomarzyć dobra rzecz...:)

odpowiedz
oLaf - 30.04.2022 / 14:50, *.vectranet.pl

@gazza: o tak, wygrać Mistrza z średnim składem to jest sztuka!!! Szacun Okuka.

odpowiedz
Zealley - 30.04.2022 / 16:26, *.chello.pl

@gazza:
najlepszym to był Czech Jaroslav Vejvoda (według trofeów ogólnie w karierze)
- każdy może mieć swoją opinię

odpowiedz
eL - 04.05.2022 / 21:41, *..

@gazza: udowodnił to co widać teraz. Nasza ligę wystarczy zabiegać pressing. Sami zawodnicy mówili że mogą grać 2 czy 3 mecze pod rząd. Do tego mega ambitna grupa. Ze nawet melanż owców zachęcili do wysiłku.

odpowiedz
Legia Mistrz 2021 - 30.04.2022 / 09:29, *.centertel.pl

Kukułeczka kuka Dragomir Okuka:)

odpowiedz
1916 - 01.05.2022 / 00:06, *.129.185

@Legia Mistrz 2021: kukuleczke to endrju B wymyslil na wyjezdzie do Wronek, pamietam jak dzis

odpowiedz
grzesiek - 30.04.2022 / 09:28, *.centertel.pl

Wtedy wystarczylo zrobic czystkę i podbudować mentalnie druzyne i nawet jakby nie bylo MP to spokojnie na podiumtez bysny byli bo gralismy ambitnie a wklubie zaczelo sie ukladac.
Ale tego pierd***a co zrobil mioduski dlugo niktnie wyczysci.

odpowiedz
K(L)AKIER - 30.04.2022 / 11:21, *.inetia.pl

@grzesiek: Nic innego nie zostało, jak zrobić czystkę, uzupełnić młodymi grajkami i ogarnięty trener. Starczy tych najemników ściąganych od kilku lat, którzy kasę biorą i nic po za tym.

odpowiedz
grzesiek - 30.04.2022 / 15:33, *.centertel.pl

@K(L)AKIER: problem taki ze pewnie masz kilka rozwiqzan tej sytuacji. Ja tez mam kilka . Ale mioduski nie ma zadnego rozwiqzania. On przyszedl doić kase z Legii, myslal ze Legia bedzie mu znosić zlote jaja, no ale niestety na pilce noznej trzeba sie teoche znac a mioduski sie nie zna

odpowiedz
Kielonek - 30.04.2022 / 08:46, *.centertel.pl

Piękne czasy:)

odpowiedz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2022 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.