Filip Mladenović, Blaz Kramer i Josue - fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA

Analiza

Punkty po meczu z Jagiellonią Białystok

Kamil Dumała, źródło: Legionisci.com

Odczarowanie, najpierw zganimy, Josue show, cisi bohaterowie, liczby, jest! wrócił!, proszę państwa, to jest profesor Nawrocki - to najważniejsze punkty po sobotnim spotkaniu Legii Warszawa z Jagiellonią Białystok, w którym legioniści zwyciężyli 5-2.

1. Odczarowanie
W końcu! Po sześciu latach niemocy udało się zwyciężyć w Białymstoku. Od 2016 roku legioniści w dziewięciu spotkaniach siedmiokrotnie zremisowali i dwa razy schodzili z boiska pokonani. Podopieczni trenera Kosty Runjaicia w końcu odczarowali stadion Jagiellonii i wysoko zwyciężyli 5-2. I tu też należy podkreślić, że ostatni raz, kiedy stołeczny klub zdobył pięć bramek w oficjalnym spotkaniu na wyjeździe, miał miejsce w 2016 roku w Gliwicach. Kolejna klątwa przełamana, teraz czekamy jedynie na bramkę z rzutu wolnego. Może kiedyś się doczekamy :)



2. Najpierw zganimy
Żeby nie było tak kolorowo i super, to najpierw musimy zganić zawodników Legii i wytknąć błędy, a potem pochwalimy. Zganić trzeba zdecydowanie za grę obronną, a raczej za dopuszczanie zawodników Jagiellonii do wielu sytuacji. Przy pierwszej bramce dla gospodarzy na zbyt łatwe dośrodkowanie w pole karne pozwolił Bartosz Kapustka, a do rywala w powietrzu nie doskoczył Lindsay Rose, natomiast przy Gualu nie było ani Rosołka, ani Slisza. Odpuszczenie zawodników trenera Macieja Stolarczyka miało miejsce też po piątej bramce. Najpierw Charatin nie przypilnował Jesúsa Imaza, który zdobył bramkę, ale był na spalonym. Następnie Mateusza Kowalskiego odpuścił Rose, a ten zmniejszył rozmiary porażki. W kolejnych minutach swoją akcję miał jeszcze Marc Gual oraz Jesús Imaz, na szczęście ten pierwszy uderzył obok bramki Kacpra Tobiasza, a ten drugi w poprzeczkę. Zbyt łatwo, zwłaszcza po zejściu Artura Jędrzejczyka, obrona Legii dopuszczała gospodarzy do sytuacji podbramkowych. Z lepszym rywalem w ofensywie ten mecz mógł się skończyć różnie.

3. Josué show
Trudno nie uznać piłkarzem meczu tego, który zdobywa hat-tricka. Tak jest w przypadku kapitana Legii, Josué, u którego nastąpiła bardzo miła przemiana po sytuacji z niepodaniem ręki Sekulskiemu. Od tego momentu Portugalczyk zyskał nowe moce, szczególnie jeśli chodzi o zadania ofensywne. Asystuje, świetnie szuka zawodników, strzela, czyli robi to, czego wymagaliśmy od niego po świetnej rundzie wiosennej poprzedniego sezonu. Warto jednak zaznaczyć, że od dwóch-trzech meczów kapitan Legii nie uczestniczy już tak mocno w grze defensywnej, tylko bardziej skupia się na ofensywie. Nie potrafię odpowiedzieć, czy tak zostało ustalone z trenerem Runjaiciem i to nowe zadania Portugalczyka, ale widać, że jest to z korzyścią dla całego zespołu. W 28. minucie przepięknym strzałem w długi róg doprowadził do remisu, dając Legii niezbędny tlen. Do tego momentu to Jagiellonia wyglądała lepiej. Można było się spodziewać, że będzie dalej atakować i w końcu podwyższy swoje prowadzenie. Po bramce Josué gospodarze spuścili z tonu, a po drugim ciosie byli przez dłuższy fragment meczu w szoku. Takiego Josue chcemy oglądać w każdym meczu - zadowolonego, pełnego luzu. Nie zawsze będzie asystował, strzelał bramki, ale dało się zauważyć, że w końcu odzyskał radość z gry.

4. Cisi bohaterowie
Wielu zawodników Legii zasługuje na pochwały po sobotniej potyczce z Jagiellonią. Oczywiście, bohaterem jest Josué, dwie asysty zanotowali Carlitos i Wszołek, a bramkę i asystę Mladenović, do siatki trafił Nawrocki, ale o nich jednak trochę później. W tym akapicie chciałbym skupić się na dwóch innych graczach. Mowa o Macieju Rosołku i Bartoszu Sliszu. W ostatnich tygodniach obaj prezentują zwyżkową formę. Młody napastnik Legii w sobotnim meczu był nie do poznania. To on przy drugiej bramce świetnie w środku pola wymanewrował dwóch zawodników gospodarzy i będąc jeszcze ściąganym do parteru, utrzymał się i zagrał do Pawła Wszołka, który świetnie w polu karnym dostrzegł Filipa Mladenovicia. Natomiast przy trzecim trafieniu długim prostopadłym podaniem obsłużył Carlitosa, który po rozegraniu dwójkowej akcji z Josué cieszył się z trafienia kolegi. W występie Rosołka zabrakło jedynie przysłowiowej kropki nad „i”. Nie udało się trafić do siatki mimo dwóch prób w pierwszej połowie – najpierw uderzył wysoko nad poprzeczką, a potem w słupek bramki Alomerovicia.

Z kolei Bartosz Slisz ponownie był bardzo skuteczny w destrukcji, często znajdował się pod grą. Oczywiście można mieć pretensje do defensywnego pomocnika o sytuację przy pierwszej bramce, gdy nie asekurował obrony i Gual pokonał Tobiasza. Jednak to właśnie akcja Slisza w 28. minucie zapoczątkowała kanonadę w Białymstoku. To on ruszył prawą stroną boiska i zagrał do Wszołka, który zaliczył asystę przy trafieniu Josué. Sam raz próbował pokonać Alomerovicia, ale uderzył wysoko ponad bramką gospodarzy. Cieszy postawa tych dwóch zawodników - złapali luz w swojej grze i obecnie stanowią o sile Legii.

5. Liczby
Jak pochwaliłem Slisza, Rosołka i Josué, to należy pochylić się nad trójką innych zawodników. W ostatnim czasie na Carlitosa spadło kilka gromów (w tym ode mnie). Niestety, Hiszpan był pod formą w ostatnich tygodniach i częściej irytował, niż zachwycał swoją grą. Teraz uczciwie trzeba napisać, że bardzo przyczynił się do zwycięstwa w Białymstoku. To on świetnie zagrał dwójkową akcję z Josué, w której Portugalczyk zdobył gola na 3-1, a następnie asystował przy trafieniu Maika Nawrockiego. Napracował się na boisku i schodził z niego z dwiema asystami. Innym zawodnikiem, który w ostatnim czasie nie zachwycał, był Paweł Wszołek. Rzadko asystował, w ogóle nie strzelał, ale rozgrywał mecze w podstawowym składzie. Po spotkaniu z Jagiellonią może na swoim koncie zapisać mały plusik za dwie asysty. Przy pierwszym golu odegrał tylko piłkę do Josué, ale przy trafieniu Filipa Mladenovicia zachował się bardzo dobrze, dostrzegając wahadłowego w polu karnym. Tym samym dochodzimy do trzeciego zawodnika, czyli Filipa Mladenovicia. 31-letni Serb oczywiście ma jeszcze minusy w swojej grze, chociaż mam wrażenie, że mniej macha rękami z pretensjami do swoich kolegów. Stara się być bardziej odpowiedzialny na boisku. Jest drugim najlepszym strzelcem zespołu. Ma na swoim koncie pięć goli i cztery asysty. Trudno się dziwić trenerowi, że z chęcią stawia na „Mladena”, który zaczyna wracać do swojej dobrej formy.

6. Jest! Wrócił!
Pięć kolejek musieliśmy czekać, ale w końcu się doczekaliśmy. Na boisku pojawił się Ihor Charatin. Ostatni raz na kilka minut rozegrał w starciu z Miedzią Legnica. W sobotę na boisku zastąpił po przerwie kontuzjowanego Artura Jędrzejczyka. Ukrainiec zagrał na środku obrony i można szczerze napisać, że to był średni występ zawodnika, u którego widać brak rytmu meczowego. Popełnił jeden błąd w kryciu Imaza, którego już nie miał szans dogonić i Jagiellonia zdobyła gola, jednak uczyniła to ze spalonego. Widać było, że środek obrony to nie pozycja dla Charatina, który jest niestety zbyt wolny, by grać w trzyosobowym bloku defensywy, zwłaszcza na jego środku. Wobec kontuzji „Jędzy” robi się spory kłopot w obronie Legii, nie wiadomo czy na następny mecz wróci Rafał Augustyniak, który byłby najlepszym zastępcą doświadczonego defensora.

7. Proszę Państwa, to jest profesor Nawrocki
Tak, tak, Maik Nawrocki. Wydawało się, że po powołaniu do szerokiej kadry reprezentacji Polski będzie zawodnikiem, który na zgrupowaniu powącha atmosferę i poczuje, jak to jest być w reprezentacji, ale na mundial nie pojedzie. Ostatnimi meczami jednak udowadnia, że wyjazd do Kataru to nie taka odległa perspektywa. Gra jak profesor, jest największą ostoją defensywy Legii. W sobotnim meczu zdobył ładną bramkę, trafił w poprzeczkę oraz wyprowadził świetną akcję przy bramce na 1-5. Zdecydowanie warto było zainwestować w wykup tego młodego zawodnika. Pieniądze zwrócą się szybko i z dużą nawiązką. Był jednym z cichych bohaterów meczu z Jagiellonią. W każdym spotkaniu udowadnia, że staje się coraz lepszy i jeszcze nie raz pozytywnie zaskoczy swoją grą. Przed państwem profesor Nawrocki, któremu życzymy, by szeroka kadra przy jego nazwisku zmieniła się na wąską kadrę, która jedzie na mistrzostwa. Zasługuje na to.

Kamil Dumała

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (4)

+dodaj komentarz
Arek - 31.10.2022 / 15:10, *.tpnet.pl

Zasługuje na to bardziej niż Bednarek. Który co z tego, że gra w Anglii, jak już dostaje odparzeń na dupie od siedzenia.

odpowiedz
Polska - 31.10.2022 / 13:10, *.inetia.pl

Nawrocki jak będzie tak rósł to za 6 baniek Euro

odpowiedz
L - 31.10.2022 / 17:16, *.autocom.pl

@Polska : wiecej. Za 6 poszedl Bednarek, ktory byl wiatrakiem, ktorego Vadis przestawial jak juniora. Nawrocki juz jest pewniejszy a ma jeszcze fajne, mocne podanie i widac, ze szkolony w Niemczech. Powinien pojsc drozej, jak Majecki poszedl za 7 to on za 10 moglby, ale musialby jeszcze zostac i pograc wiecej w pucharach. Czyli znajac zycie przyjdzie oferta za 5 i go puszczą...

odpowiedz
Wolfik - 01.11.2022 / 00:33, *.mm.pl

@L: Niestety, masz Kolego rację. Przy pierwszej okazji nasz złotousty prezes z dużym parciem na szło przehandluje Maika. A jeśli ów pojedzie na MŚ to z dużym prawdopodobieństwem mniemam, że w nowym roku możemy go już w składzie Legii nie zobaczyć.

odpowiedz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2023 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.