Bartosz Frankowski i Josue - fot. Woytek / Legionisci.com

Zabrzańskie kontrowersje, czyli Lyczmańskiego zamach na logikę

Woytek, źródło: Legionisci.com

O tym, że pomysł ponownego obsadzania Bartosza Frankowskiego w roli sędziego meczu Legii nie może skończyć się dobrze, wiedziała każda rozsądnie myśląca osoba. Najwidoczniej takich osób nie ma wśród tych, którzy podejmują decyzje. To, że w sobotę arbiter z Torunia sobie nie poradził, nikogo nie dziwi. Gorzej, gdy następnie jego decyzje zostały w przedziwny sposób "przyklepywane" przez autorytet sędziowski na antenie Canal+.



W niedzielę wieczorem w Lidze+ Extra Adam Lyczmański wziął pod lupę kontrowersyjne sytuacje z sobotniego spotkania Górnika z Legią. Niestety, były sędzia zamiast wyjaśnić wszelkie wątpliwości, jedynie dolał oliwy do ognia, broniąc w zasadzie każdej decyzji arbitra.

Josue kopnięty przez Mvondo

Pierwszą analizowaną sytuacją była ta, która wydarzyła się po bramce dla Legii. Wówczas bramkarz zabrzan wyjął piłkę z siatki i wyrzucił do przodu. Przejął ją Josue i wykopnął z całej siły w kierunku trybun. Po co wykonał ten bezmyślny gest? Trudno powiedzieć, natomiast to stosunkowo mało istotne zdarzenie natychmiast sprowokowało reakcję rywali, którzy wmieszali się w świętujących legionistów, chcąc wymierzyć Portugalczykowi sprawiedliwość. W pewnym momencie Jean Mvondo chciał skorzystać z zamieszania, szukał nogi Josue i kopnął go w łydkę. Sędziowie w wozie VAR zasugerowali, że może to być potencjalna czerwona kartka, ale Bartosz Frankowski po obejrzeniu materiału wideo ukarał gracza Górnika jedynie żółtym kartonikiem. Taką decyzję za poprawną uznał na antenie Canal+ ekspert sędziowski.

- Mamy w terminologii przepisów gry coś takiego, jak nierozważne kopnięcie. Ja traktuję jako nierozważne kopnięcie, a za to jest żółta kartka. Trzeba zaznaczyć, że było to nieroztropne zachowanie zawodnika Górnika i niewiele zabrakło, by zakwalifikować to jako czerwoną kartkę. Wiem, że będzie to kontrowersyjne, ale takie są przepisy i wykładnie - powiedział Adam Lyczmański.

Wymachiwanie łokciem
Druga sytuacja miała miejsce w drugiej połowie przy linii końcowej boiska. Wówczas Rafał Augustyniak podbiegł z tyłu do Anthony'ego van den Hurka, a ten postanowił zastawić się łokciem i wykonał mocny ruch ręką do tyłu, trafiając prosto w twarz zawodnika Legii. Oddajmy głos ekspertowi sędziowskiemu Canal+:

- Oglądając ten mecz, od razu powiedziałem sobie, że jest to nierozważny atak łokciem i podtrzymuję to do teraz. Cały czas kieruję się swoim przeczuciem, doświadczeniem, przepisami i kontrastem [porównanie do łokcia Tudora - przyp. red]. Jest to sytuacja niecodzienna, pechowa dla zawodnika Legii. Nie widzę tu brutalności, celowości i tzw. konkretnego uderzenia. Kupuję decyzję sędziego z boiska. Uważam, że sędzia oceniał sam atak, a nie oceniał tego, że wypadły tam zęby. Było to niefortunne zdarzenie. Dla mnie jeśli chodzi o przepisy gry, powagę oceny przewinienia, to co uczę się na klipach UEFA, jest to poziom nierozważnego ataku. Jeżeli przepisy zostaną na górze zmienione, to sędziowie będą się do tego stosować - powiedział Adam Lyczmański.

Podwójne standardy oceny

I tak oto czarno na białym ekspert przyznał, że stosuje podwójne standardy w dwóch powyższych sytuacjach. W sytuacji Augustyniaka usprawiedliwił sędziego, że ten oceniał jedynie intencje faulującego (nierozważny atak), a nie oceniał skutku/siły (wybite zęby rywala). Natomiast w sytuacji kopnięcia Josue kryteria oceny w magiczny sposób się odwróciły. Wówczas intencje gracza Górnika stały się nieistotne (celowe usiłowanie kopnięcia piłkarza bez piłki i bez gry), a ważniejszy okazał się skutek, czyli jak to nazwano w programie "pyrgnięcie" i niezrozumiała kwalifikacja zdarzenia jako "nierozważne kopnięcie". To tak jakby powiedzieć, że "no w sumie kopnął, ale za lekko, powinien był mocniej". Jednakże przepisy są takie, że w tym wypadku w ogóle nie powinno być mowy o nierozważnym kopnięciu, bo nie była to walka o piłkę.

Gdyby Frankowski i Lyczmański w tych sytuacjach zastosowali te same kryteria - nieważnie które - to jeden z dwóch graczy Górnika musiał wylecieć z boiska z czerwoną kartką. A tak, mamy do czynienia ze zwykłym dorabianiem teorii do faktów i nieudolne próby robienia z widzów idiotów.

Obsada sędziowska

Na koniec tej analizy wracamy do tematu wyboru sędziego. Na początku programu prowadzący Krzysztof Marciniak próbował wyjaśnić, skąd w ogóle wziął się pomysł, by Bartosz Frankowski został wyznaczony do prowadzenia meczu Legii i wyszło mu to.... niezbyt fortunnie. W skrócie:
- Jarosław Przybył nie mógł sędziować, bo sędziował w poprzedniej kolejce mecz Legii
- Tomasz Kwiatkowski i Paweł Raczkowski są z Warszawy
- Szymon Marciniak został wyznaczony do meczu Pogoń - Raków
- Tomasz Musiał będzie do dyspozycji dopiero w kwietniu
- Daniel Stefański jest z Bydgoszczy, ale mieszka w Warszawie, więc żeby nie potęgować teorii spiskowych, meczu nie mógł sędziować (!!)

Pozostała więc - według Marciniaka - bardzo krótka lista. Nazwisk niestety już nie wymienił, więc uzupełniamy tę "krótką" listę o sędziów głównych z dwóch ostatnich kolejek Ekstraklasy:
- Damian Sylwestrzak (sędziował mecz Górnika w poprzedniej kolejce, więc odpada jak Przybył)
- Bartosz Frankowski
- Krzysztof Jakubik
- Piotr Lasyk
- Paweł Malec
- Patryk Gryckiewicz
- Łukasz Kuźma
- Wojciech Myć
- Sebastian Krasny

Faktycznie, niesamowicie krótka ta lista, z "tylko" siedmioma potencjalnie neutralnymi nazwiskami. No, nie było żadnego innego wyjścia, jak tylko wyznaczyć Frankowskiego... sami rozumiecie.

PS. Jeżeli dobrym argumentem za niewyznaczaniem Legii Stefańskiego jest fakt, iż mieszka w Warszawie, to czy jeszcze lepszym za niewyznaczaniem Frankowskiego jest to, jak sędziował poprzednie mecze Legii? A może w sobotę dla kogoś najistotniejsze było, by w Zabrzu sędziował ten, który będzie potencjalnie bardziej kontrowersyjny na niekorzyść wiadomo kogo...

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.