Kacper Tobiasz - fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA
REKLAMA

Analiza

Punkty po meczu z Aston Villą

Kamil Dumała, źródło: Legionisci.com

Chwilo trwaj!; na własnych zasadach; Kosta namieszał; Struś Pędziwiatr z ogromnym sercem; Masterclass; deprecjonowanie - to najważniejsze punkty po czwartkowym meczu Legii Warszawa z Aston Villą.

1. Chwilo trwaj!
Gdy Legii idzie zbyt dobrze, to wiele osób ma w głowie, że zaraz coś musi „walnąć” i wrócić do pierwotnego stanu. Doświadczeni wieloma latami kibicowania Legii, niestety już tak mamy. Tymczasem pierwsza część sezonu w wykonaniu Legii wygląda z goła inaczej, chwila trwa już jakiś czas i nic nie zapowiada jakiejś klęski w wykonaniu zawodników trenera Runjaicia. Czwartkowe spotkanie z Aston Villą po raz kolejny potwierdziło, że w klubie konsekwentnie realizowany jest plan na rozwój tej drużyny. Widać, że legioniści mogą jak równy z równym rywalizować z lepszymi od siebie zespołami, choć przed meczem przez wielu ekspertów są skazywani na porażkę. Tak więc, chwilo trwaj!



2. Na własnych zasadach
W tym sezonie w Legii praktycznie każdy mecz Legii w Europie to show. Nie inaczej było z Aston Villą, ale tutaj należy zwrócić uwagę na całokształt gry „Wojskowych”. To oni narzucili własne zasady i tylko ostatnie 10 minut (od 85. minuty) należało do Anglików. Legioniści od pierwszych minut grali swoją piłkę, mocno narzucali pressing już na bramkarzu i defensorach Aston Villi. Świetnie przechodzili z fazy obrony do ataku. Wystarczyło kilka podań, by przemieścić się spod własnego pola karnego na drugą stronę boiska. Nie było widać strachu i bojaźliwości. Wręcz przeciwnie, nawet przez chwilę nie byłem zestresowany tym, że wynik się odwróci. Byłem pewny, że nawet jak rywale wyrównają, to nasi zawodnicy na spokojnie strzelą kolejną bramkę. Taką Legię chce się oglądać zawsze. Legię, która nie boi się przeciwników, a robi wszystko, by to oni się jej bali. Legii wiernej swojemu stylowi od pierwszej do ostatniej minuty.

3. Kosta namieszał
Po pierwszym rzucie oka na wyjściowy skład można było stwierdzić, że trener Kosta Runjaić trochę namieszał. Od początku zobaczyliśmy Radovana Pankova, Steve'a Kapuadiego oraz na „9” Marca Guala. Po meczu można stwierdzić, że były to udane decyzje, ale przed takiej pewności nie miałem. Obaj wymienieni obrońcy niezbyt dobrze weszli w mecz. Kapuadi nie doszedł do dobijającego mocne uderzenie Jhona Durána, a Pankov zbyt łatwo odpuścił i dopuścił do tego, by Nicolò Zaniolo miał mnóstwo czasu na precyzyjne i mocne uderzenie na bramkę Tobiasza. Jednak z minuty na minutę obaj zaczynali łapać pewność siebie i ich interwencje były coraz lepsze. Warto wspomnieć, że to właśnie Serb rozpoczął bramkową akcję podaniem do Marca Guala. Zaskoczeniem mogło być też wystawienie króla strzelców ubiegłego sezonu na pozycji numer „9” za Tomasa Pekharta. Hiszpan jest bardzo podobnym zawodnikiem do Muciego, który swoim dryblingiem próbuje zyskać przestrzeń w ofensywie, jednak czasami nie zauważa lepiej ustawionego kolegi z boiska. Natomiast Pekhart to zawodnik z bardzo dobrym wykończeniem, który pracuje mocno na boisku, ale nie wchodzi w dryblingi. Wystawienie dwóch bardzo podobnych do siebie graczy opłaciło się Legii, tym bardziej, że w tym meczu nastawieni byliśmy na kontry, a nie atak pozycyjny z ciągłymi dośrodkowaniami. Hiszpan i Albańczyk dobrze się rozumieli i nie wchodzili sobie w paradę, Gual natomiast miał dobrą okazję w pierwszej połowie na zdobycie swojego gola, ale w drugiej połowie asystował przy bramce Albańczyka.

4. Struś Pędziwiatr z ogromnym sercem
Gdy po swojej stronie możesz mieć zarówno Leona Baileya, Nicolò Zaniolo czy Caluma Chambersa, to możesz mieć pewne obawy, czy zdążysz nadrobić braki piłkarskie swoją zawziętością i wolą walki. Udało się to Patrykowi Kunowi, który zagrał chyba najlepszy mecz w koszulce z „L” na piersi. Był wszędzie, zostawił tyle zdrowia na boisku co kilku zawodników z Anglii razem wziętych. Nie spękał przed lepszymi piłkarzami Aston Villi, tylko walczył jak równy z równym, a nawet w wielu akcjach był o wiele lepszy. Problemy z nim miał wspomniany powyżej Chambers, który w wielu akcjach ofensywnych nie nadążał za Kunem i za jego pomysłami. A zaczął już w 3. minucie, kiedy to posłał świetne dośrodkowanie w pole karne, z którego skorzystał Paweł Wszołek i "otworzył" wynik meczu. Lewy wahadłowy świetnie spisywał się też w obronie. Za przykład niech posłuży sytuacja z 82. minuty, kiedy to najpierw powstrzymał Leona Bailey’a, a sekundę później po swoim błędzie świetnie wślizgiem powstrzymał próbującego ruszyć na naszą bramkę Moussę Diaby’ego. Kun prezentował się bardzo dobrze zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Oby było tak w kolejnych meczach!

5. Masterclass
Ciężko znaleźć odpowiednie słowa, by móc w pełni oddać podsumowanie występu Ernesta Muçiego przeciwko Aston Villi. Można śmiało rzec, że był to praktycznie występ kompletny, a to co wyczyniał ofensywny zawodnik Legii na boisku, przechodziło wszelkie pojęcie. Bramki to jedno, ale oprócz tego zaliczył asystę drugiego stopnia przy pierwszym golu. Przez długie miesiące Albańczyk miał łatkę zawodnika bojącego się podjąć jakąkolwiek decyzję na boisku, który często jest schowany za przeciwnikami. Z Anglikami było zupełnie inaczej, Muci nawijał graczy przeciwników, jakby był na treningu. Natomiast to, co wymyślił w 29. minucie, pokazuje jaką zmianę przeszedł. Wypuszczenie sobie piłki przed siebie i jej dogonienie, przy czym minął dwóch zawodników Aston Villi, to majstersztyk. Szkoda jedynie, że nie udało się oddać strzału na bramkę Emiliano Martíneza. Rośnie nam Muci i staje się prawdziwą gwiazdą zespołu.

6. Deprecjonowanie
Po meczu oberwało się Tobiaszowi, który niby miał zawinić przy pierwszej straconej bramce przez „Wojskowych”. Dziwi mnie to, bo według mnie najbardziej zawinił Radovan Pankov, dopuszczając Zaniolo do uderzenia, a potem Kapuadi, który w ogóle nie zareagował przy dobitce Durána. "Tobi" obronił bardzo mocne uderzenie i zbił je na poprzeczkę, nie wiem, co jeszcze mógłby zrobić w tej sytuacji. Na plus za to są dwie interwencje z 45. i 88. minuty, które uchroniły Legię przed stratą bramek. Deprecjonowanie młodego legionisty przez część kibiców po naprawdę niezłym przeciwko Aston Vilii jest dużym błędem, którego jako ogół powinniśmy unikać, bo do niczego dobrego to nie prowadzi. Młodych, a w szczególności młodych Polaków, należy wspierać, motywować i doceniać, a nie jedynie bezmyślnie hejtować w sieci przy każdej sposobności.

Kamil Dumała

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.