fot. Woytek / Legionisci.com
REKLAMA
REKLAMA

Relacja z trybun: Środa w Szczecinie

Adrian, źródło: Legionisci.com

Od kilku sezonów jednym z przywilejów gry w europejskich pucharach jest możliwość przekładania niektórych spotkań ligowych. Tak też stało się w przypadku wyjazdowego meczu z Pogonią Szczecin, który początkowo początkowo miał się odbyć w końcówce sierpnia. Ostatecznie został rozegrany 27 września.

Nasz ostatni wyjazd do Szczecina miał miejsce w maju tego roku. Wówczas blisko 900 legionistów spędziło 24 godziny na kibicowskim szlaku, podróżując pociągiem specjalnym. Tym razem mało korzystny termin spowodował, iż było nas znacznie mniej, a na stadion Pogoni dojechaliśmy samochodami. Nie mniej jednak, ci, którzy zdecydowali się wybrać do Szczecina, z pewnością nie będą żałować.



Nie obyło się bez drobnych problemów. Jako że do miejsca docelowego dotarliśmy dopiero około 30 minut przed rozpoczęciem meczu, stało się jasne, że cała grupa nie będzie w stanie znaleźć się w sektorze gości przed pierwszym gwizdkiem. Wpuszczanie przebiegało jednak sprawnie, a ochrona nie stwarzała żadnych problemów. Początek meczu obserwowaliśmy więc w milczeniu, oczekując na moment, kiedy wszyscy kibice Legii znajdą się "w klatce". Doping rozpoczęliśmy w 8. minucie od głośnego "Mistrzem Polski jest Legia", które pięknie niosło się po stadionie.

Trzeba przyznać, że chociaż nasza liczba pozostawiała nieco do życzenia, to doping od samego początku stał na wysokim poziomie i często przebijaliśmy się przez śpiewy fanów Pogoni. Każda ze stron skupiła się na dopingowaniu swojej drużyny i rzecz jasna obyło się bez żadnych "uprzejmości". Warto wspomnieć, że kibice Pogoni w swoim młynie wywiesili transparenty "Maniana wracaj do zdrowia" oraz "Kaczy PDW".

Pierwsza połowa przyniosła sporo emocji na boisku, a zakończyła się niesłuszną czerwoną kartką dla Artura Jędrzejczyka. W związku z tym kilkakrotnie głośno pozdrawialiśmy naszego obrońcę, gdy musiał opuścić plac gry. Wielu z nas mogło odczuwać deja vu z ostatniego ligowego wyjazdu do Gliwic, gdzie w równie skandalicznych okolicznościach sędzia wyrzucił z boiska Josue. Wówczas udało się wyrwać z wyjazdu jeden punkt. Głośne ryknięcie z naszej strony "Legia walcząca, Legia walczącą do końca" dawało do zrozumienia, iż wierzyliśmy, że mimo wszystko uda się zakończyć to spotkanie z korzystnym wynikiem.



Na początku drugiej połowy bramkę na 2-1 zdobyła Pogoń, jednak ani nam, ani naszym piłkarzom nie podcięła ona skrzydeł. Jakiś czas później pieśnią "Legia, Legia gol lalalalala" udało się nam wyśpiewać gola na 2-2, po czym ruszyliśmy z "Nie poddawaj się". Poziom decybeli wzrastał z minuty na minutę i zapowiadało się, iż czeka nas kolejny szalony mecz, gdy Pogoń zdobyła bramkę na 3-2. Do końca meczu pozostało wówczas jeszcze 19 minut, co biorąc pod uwagę wyczyny i thrillery fundowane przez naszych piłkarzy w dotychczasowych meczach, utwierdzało nas w przekonaniu, iż nie wszystko stracone. Dalej dawaliśmy z siebie wszystko, a w 78. minucie ponownie doszło do wyrównania! Szał radości w sektorze gości i pora by dać do zrozumienia, iż idziemy po trzy punkty. Głośno skandowaliśmy "Jeszcze jeden!", po czym ruszyliśmy z hitem "Gdybym jeszcze raz". Nie było osoby, która nie dawałaby z siebie stu procent. Chwilę później przyszła nagroda, gdy Steve Kapuadi skierował piłkę do siatki. Tym samym niemożliwe stało się faktem, bo grając w dziesiątkę, Legia wygrała mecz wyjazdowy 4-3. Dzięki temu po końcowym gwizdku mogliśmy wykonać pieśń "Śpiewajmy, hej sialala...".

Po meczu długo świętowaliśmy z piłkarzami, śpiewając wspólnie "Gdybym jeszcze raz" i "Warszawę". Pozdrowiliśmy też Artura Jędrzejczyka, który razem z drużyną podszedł pod nasz sektor. W świetnych humorach mogliśmy oczekiwać na otwarcie bram stadionu, a wielu kibiców, zwłaszcza tych "młodszych stażem" wspominało, iż dawno w Legii nie było drużyny z takim charakterem.

fot. Woytek / Legionisci.com
fot. Woytek / Legionisci.com

Do stolicy wróciliśmy nad ranem, z poczuciem świetnie wykonanej roboty. Część osób prosto z wyjazdu udało się do pracy, wszak czeka nas jeszcze kilka wyjazdów w środku tygodnia i w ich kontekście każdy dzień urlopowy jest na wagę złota. Nie zwalniany jednak tempa, w najbliższą niedzielę kolejny mecz wyjazdowy, tym razem w Białymstoku, a po nim spotkanie w Alkmaar. Przed przerwą na reprezentację czeka nas jeszcze mecz na Ł3 z Rakowem. Spotkań jest mnóstwo, ale czy nie jest to wspaniały okres dla fanatyków?

Frekwencja: 19 551
Kibiców gości: 332
Flagi gości: 4 (w tym FC Szczecinek)

Autor: Adrian

Fotoreportaż z meczu - 128 zdjęć Woytka

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.