REKLAMA

Biblioteka legionisty: Spowiedź Fryzjera

Bodziach - Wiadomość archiwalna

Pojawienie się "Spowiedzi Fryzjera" na rynku nie było jakoś specjalnie nagłośnione. Gdy jednak książka ujrzała światło dzienne, w możliwie najkrótszym czasie postarałem się ją nabyć i przeczytać. Oczywiście interesowały mnie nie tylko "mechanizmy" rządzące polską piłką w minionych latach, ale szczególnie uczciwość piłkarzy Legii w przeszłości.

Tak więc czytając, jakby nie patrzeć, ciekawą i wciągającą pozycję na rynku wydawniczym, w napięciu czekałem na jakiś wątek dotyczący osób związanych z Legią. "Fryzjer", czyli Ryszard Forbrich opisuje nie tylko jak i gdzie dogadywano podpieranie jednej lub obu nóżek, pipkowano itp., ale również cały przebieg zatrzymania go przez policję i przewiezienie do Wrocławia oraz pobyt w więzieniu. Najciekawsza jest jednak spowiedź, jak Forbrich wchodził w interes i stał się jego istotnym punktem. Bo choć sam przekonuje, że do "szefa mafii piłkarskiej" mu daleko, to pipelokiem nigdy nie był. Z książki można dowiedzieć się także, kto miał kontakty z "Fryzjerem", a później nagle dostał amnezji. Gdyby ktoś nie wierzył, załączono sporo fotografii z dawnych lat na dowód "zupełnej nieznajomości" F. przez wielu działaczy w Polsce.


Z książki dowiedzieć się można m.in. jak Amica sprawnie awansowała rok po roku do kolejnych klas rozgrywkowych, aż w końcu zdobyła Puchar Polski, po pamiętnym meczu z Aluminium Konin. Forbrich przekonuje, że od lat żaden klub nie awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej bez pomocy arbitrów. Czasem płacić trzeba było choćby za to, żeby sędzia gwizdał "to co na placu". Przez niemal całą książkę przewijają się trzy nazwiska - znane dobrze do dziś, a powiązane później z innym wielkopolskim klubem - Jacka Rutkowskiego, Marka Pogorzelczyka oraz Wojciecha Kaszyńskiego.

Przejdźmy jednak do Legii, bo co prawda niewiele miejsca jej poświęcono, ale co nieco się znalazło. Forbrich jest przekonany m.in., że Legia zdobyła mistrzostwo Polski w 1994 roku, kupując sędziego meczu z Górnikiem Zabrze. O roku 1993 właściwie mówi przy okazji, bo w tym przypadku według niego nikt nie powinien mieć najmniejszych wątpliwości co do ustawiania spotkań. Forbrich wskazuje jednak, że ukaranych powinno zostać więcej klubów, a przypomnijmy, że "mistrzem przy stole" został wtedy trzeci w tabeli Lech.

"(...) Nie chcę przez to powiedzieć, że ludzie Januszów Wójcika i Romanowskiego wtenczas nie kręcili, tylko prostą drogą zmierzam do stwierdzenia, że po bandzie szli wszyscy. Dlatego do dziś nie rozumiem, z jakiego powodu tylko dwa pierwsze w tabeli kluby - bo ŁKS także, po równie jak Legii kabaretowym strzelaniu w ostatniej ligowej kolejce - zostały ukarane. Zapewne dla przykładu, ale to już nie moja sprawa. A ekipa z Łazienkowskiej wtenczas, w roku 1994 sięgnęła po upragniony tytuł, którego nikt już nie zabrał, kiedy udało się sędziego Sławomira Redzińskiego zgłuszyć do tego stopnia, że wydrukował mecz z Górnikiem decydujący o rozdziale medali. (...) Słyszałem z wiarygodnych źródeł, że wyprawka za to spotkanie była godna, arbiter bez strachu o jutro mógł na emeryturę gwizdkową się udać. I to w sytuacji, kiedy na dużym głodzie do stolicy się udawał, bo długi miał wtedy ogromne. (...)" - czytamy w 'zeznaniach' Fryzjera.

Fryzjer wspomina także o meczu z 1997 roku, który w dziwnych okolicznościach Legia przegrała z Widzewem 2-3. "(...) Andrzej Czyżniewski nie tylko między słupkami stał, ale i z gwizdkiem po boiskach biegał. I to z jakim skutkiem! Doznał przecież najsłynniejszej kontuzji w latach 90. na polskich boiskach jako arbiter, kiedy prowadził zawody Legii z Widzewem, a po interwencji lekarzy obraz gry i wynik się zupełnie odmieniły. Goście z miasta Łodzi przegrywali 0-2 kilka minut przed końcem, ale ich forma w ostatnich minutach wzrosła tak cudownie, jak cudownie sędzia ozdrowiał. Tylko że to nie moja bajka była, to już tylko Czyżyk - może na spółkę z Tadkiem Gapińskim - mogliby o szczegółach opowiedzieć (...)".

Forbrich zauważa także przy okazji jednego z meczów, że dość łatwo można było skorumpować byłych piłkarzy Legii. Jako przykład podaje Adama Fedoruka, który będąc piłkarzem Amiki, zainkasował pieniądze od drużyny przeciwnej, a potem... nie podzielił się ze swoimi kolegami, również zamieszanymi w odpuszczenie meczu.

Inną ciekawostką, którą przekazuje "Fryzjer" jest przychylność sędziów w czasie meczów Legii z IFK Goteborg i Widzewa z Broendby. Podobno oba kluby nie płaciły nic za tę pomoc, ale Zygmunt Stachura, mający znajomości wśród sędziów i delegatów UEFA, zrobił to z dobrego serca. "Na wspomnianych historycznych wyjazdach miał się witać z kim trzeba, najlepiej z obserwatorami, z dużą dozą aktorstwa i nie zapominając o uściskach na misia oraz z dubeltówki. Rolę swoją w Szwecji i Danii pięknie odegrał, więc nikt nie może powiedzieć, że i Legia, i Widzew przeciwny wiatr w Skandynawii złapały. Bo było zupełnie inaczej" - wspomina.

Książka obejmuje okres do 2003 roku, bowiem wtedy weszła nowa ustawa, a jak przyznaje Fryzjer, nie chce pomagać prokuraturze w śledztwie, ani nikogo wpędzić do więzienia. Dalsza część opowieści jednak będzie... Fobrich zapewnia, że nagrał już swoją spowiedź z kolejnych lat i ta zostanie upubliczniona w odpowiednim momencie. Pozostaje cierpliwie czekać.


Tytuł: Spowiedź Fryzjera - szokująca prawda o korupcji w polskim futbolu
Autor: Adam Godlewski
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Wątek


Biblioteka legionisty: Dziekan
Biblioteka legionisty: Edward Szymkowiak
Biblioteka legionisty: Deyna
Legijne wydawnictwa: Warszawa i Legia. 90 lat razem"
Legijne wydawnictwa: Legia 95 lat
Legijne wydawnictwa: Księga na 50-lecie
Legijne wydawnictwa: Legia Klub Warszawy (1979)
Legijne wydawnictwa: Kronika 1967-96
Legijne wydawnictwa: Roczne sprawozdania 1958 - 68
Legia Warszawa (Biblioteka Gazety Wyborczej)

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.