REKLAMA

Biblioteka legionisty: Marusarz - Na skoczniach Polski i świata

Bodziach - Wiadomość archiwalna

Wielu kibiców Legii nie wie, że przed laty nasz klub posiadał sekcję narciarską, która funkcjonowała w Zakopanem, a jej zawodnicy zdobywali medale mistrzostw Polski. Jedną z osób, dzięki której sekcja Legii funkcjonowała tak sprawnie był Stanisław Marusarz. Książkę "Na skoczniach polski i świata" można polecić wszystkim kibicom, nie tylko entuzjastom narciarstwa.

Stanisław Marusarz był wielkim sportowcem i człowiekiem. W książce przedstawiono jak zaczynał uprawiać narciarstwo (nie tylko skoki - był bardzo wszechstronny). Przed wojną skoki wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj - zawodnicy sami robili narty, wiązania i ryzykowali zdrowiem, by szlifować technikę skoku. Trzeba przyznać, żeby skakać w tamtych latach, trzeba było być naprawdę odważnym. Poznajemy m.in. historie, kiedy Marusarz skakał z ręką w gipsie, a wówczas zawodnicy podczas lotu nie trzymali rąk przy ciele jak obecnie, tylko machali nimi niczym ptaki.

"(... )Do Chamonix przyjechaliśmy zaledwie na kilka dni przez rozpoczęciem zawodów. Nie zdążyliśmy nawet dobrze poznać trasy biegów, ani skoczni, co w konsekwencji odbiło się na naszych wynikach. Zostałem zgłoszony do wszystkich konkurencji. W Chamonix także nie odstępował mnie pech. W czasie biegu zjazdowego, który był jedną z pierwszych konkurencji mistrzostw uległem wypadkowi. Oto na dolnym odcinku trudnej trasy zostałem wyrzucony na przeciwległy stok zrywając przy skomplikowanym upadku przyczepy mięśni prawego barku. Ból był tak wielki, że zemdlałem. Odwieziono mnie do szpitala. (...) Po krótkim masażu lekarz przywiązał mi mocno rękę do pasa, abym nie mógł nią poruszać. Kontuzja spowodowała unieruchomienie prawej ręki na pół roku. Nazajutrz odbywał się bieg na 18 kilometrów. Ambicja nie pozwalała mi wycofać się z zawodów. Cały wysiłek włożony w trening poszedłby na marne. Stanąłem na starcie. (...) W dwa dni później odbywał się konkurs skoków. Była piękna, słoneczna pogoda. W kierunku skoczni podążały tłumy. Nie mogłem usiedzieć spokojnie. Szybko się ubrałem i poszedłem na skocznię, tym razem, niestety w charakterze widza. Zabrałem ze sobą skokowe narty, nie posmarowane, aby wrócić na nich do hotelu. Na trybunie zauważył mnie kierownik ekipy i gorąco namawiać, abym startował, ponieważ mam - jak twierdził - duże szanse na zajęcie czołowego miejsca. Broniłem się jak mogłem, tłumacząc, że mam unieruchomioną rękę, a kontuzja jest bardzo bolesna. Moje argumenty na nic się zdały. Kierownik ekipy wciąż nalegał. Ruszyłem na szczyt skoczni. Tam kierownik założył mi deski. Postanowiłem skakać - niech się dzieje co chce" - czytamy we wspomnieniach Marusarza.

"(...) Mimo najdłuższych skoków, w otwartym konkursie zająłem dopiero czwarte miejsce za trzema Norwegami, którzy osiągnęli wysokie noty za styl. Gdyby nie to, że po pierwszym skoku złamałem przy lądowaniu nartę, otrzymując niską punktację, kto wie, czy konkursu nie rozstrzygnąłbym na swoją korzyść. Osiągnąłem bowiem skoki długości 68 i 67 metrów, uzyskując nad zwycięzcą Birgerem Ruudem cztery i pół metra przewagi. Choć konkursu nie wygrałem, wyniosłem z zawodów piękną przyjaźń z Ruudem, który ujął mnie swoją wysoce sportową i koleżeńską postawą. Oto gdy złamałem nartę podbiegł do mnie z leukoplastem i zręcznymi ruchami skleił deskę. Przyznam, że wychodząc na rozbieg miałem wielkiego pietra. Skok ze złamaną nartą stanowił bardzo ryzykowne przedsięwzięcie. Emocja była podwójna. Przy lądowaniu dziób deski trzymał się na włosku. Przyjaźń z Birgerem Ruudem zawiązana w Szczyrbskim Jeziorze przetrwała długo" - opisuje Marusarz jeden z konkursów.

Ponad połowa książki to opis przeżyć Marusarza i jego rodziny podczas wojny. Dowiadujemy się m.in. z bardzo ciekawego opisu jak uciekł z więzienia i uniknął rozstrzelania. Jeszcze w trakcie wojny projektował nowe skocznie na Węgrzech, gdzie stacjonował pod zmienionym nazwiskiem. Po wojnie wrócił do swojej ukochanej dyscypliny i zdobywał kolejne mistrzostwa Polski, osiągał też sukcesy na arenie międzynarodowej. Pojechał na pięć kolejnych Zimowych Igrzysk Olimpijskich (na ostatnich, w Cortinie D'Ampezzo nie startował). Później przez kilkanaście lat pracował w Legii Zakopane.

"Niezależnie od uprawiania sportu wyczynowego, zajmowałem się pracą trenerską w sekcji narciarskiej Centralnego Wojskowego Klubu Sportowego (CWKS), której byłem współzałożycielem. Pewnego dnia przyjechał do Zakopanego pułkownik Czernik i major Konopka z Warszawskiego Zarządu CWKS, którzy po przekonsultowaniu ze mną możliwości powołania sekcji, zaproponowali mi etat trenera. Propozycję przyjąłem tym chętniej, że nosiłem w sercu żal do macierzystego klubu SNPTT, który po wojnie zmienił nazwę na Kolejarz o to, że pomimo mej ciężkiej sytuacji materialnej, nie wywiązał się w stosunku do mnie z powinności finansowych. (...) Z CWKS-em byłem związany przez 10 lat, aż do 1960 roku i chyba dobrze się przysłużyłem temu klubowi jako skoczek i trener. Moimi wychowankami byli: Piotr Wala, Władysław Tajner, Jan Raszka. CWKS stworzył nam jak najlepsze warunki. Nic dziwnego, że już w pierwszym sezonie po założeniu sekcji narciarskiej sportowcy z emblematem CWKS 'zakosili' blisko tuzin tytułów mistrzowskich. Duże znaczenie miała świetna, niemal ojcowska opieka, jaką otaczał zawodników, oddany całą duszą CWKS-owi, przedwcześnie zmarły pułkownik Czernik. CWKS był jednym z najwspanialszych klubów, z jakimi było mi dane zetknąć się w długiej karierze sportowej. Dla skoczków z CWKS zbudowałem w Dolinie Kościeliskiej skocznię treningową według własnego projektu o długości skoków do 40 metrów. Szkoda, że nie przetrwała do dzisiaj. Konstrukcja części rozbiegowej, która była z drzewa, rozpadła się. Czas i brak konserwacji obiektów nie oszczędził także innych moich skoczni. (...) Po rozstaniu się ze sportem wyczynowym byłem związany jeszcze przez trzy lata z CWKS-em jako trener" - opowiada Stanisław Marusarz.

Tytuł: Na skoczniach Polski i świata
Autor: Wspomnienia Stanisława Marusarza spisał Zbigniew K. Rogowski
Wydawnictwo: Sport i Turystyka
Rok wydania: 1974
Liczba stron: 222



Władcy stadionów
Wacław Kuchar
Katalog odznak klubów sportowych Warszawy i okolic do 1975 roku
Sport w przedwojennej Warszawie
Trud olimpijskiego złota
Supporters extra
Supporters nr4
Jedenastka miliarderów
Autobiografia. Andrzej Strejlau
Pele, Boniek i ja
Smolar. Piłkarz z charakterem
Kto wykiwał kibiców
Najdłuższy pojedynek
Nieczysta gra. Tajne służby a piłka nożna
Jestem kibolem
Jerzy Pawłowski. Szpieg w masce
Została legenda. Rzecz o Feliksie Stammie
Mundial 74. Dogrywka
Gole, faule i ofsaidy
Piłka jest okrągła
Droga legionisty (1)
Przeżyjmy to jeszcze raz
Okoń (2012)
Deyna (2012)
80 lat warszawskiej i mazowieckiej koszykówki
Supporters. Magazyn polskich kibiców
Zin Nienawidzimy Wszystkich
Józef Piłsudski. Protektor polskiego sportu
Działania MSW wokół olimpijskich zmagań. Moskwa 80
Style, szkoły i systemy w piłce nożnej
Bij mistrza!
Magazyn Saturdays Heroes
Alchemia futbolu Jacka Gmocha
Stadiony w ogniu
Krew na stadionach
Hooligans. Historia angielskiej armii chuliganów
Kowal - prawdziwa historia
Okoń
Niesforne lata 90.
Chuligaństwo stadionowe
Congratulations, you have just met the I.C.F.
Rycerze w szalikach
Understanding Football Hooliganism
Hoolifan
Spowiedź Fryzjera
Dziekan
Edward Szymkowiak
Deyna
Legijne wydawnictwa: Warszawa i Legia. 90 lat razem"
Legijne wydawnictwa: Legia 95 lat
Legijne wydawnictwa: Księga na 50-lecie
Legijne wydawnictwa: Legia Klub Warszawy (1979)
Legijne wydawnictwa: Kronika 1967-96
Legijne wydawnictwa: Roczne sprawozdania 1958 - 68
Legia Warszawa (Biblioteka Gazety Wyborczej)a href=Understanding Football Hooliganism

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.